wtorek, 1 stycznia 2008

Nowy Rok

Szczęśliwego Nowego Roku, Wszyscy!
Jestem niewyspany, więc wszystko wydaje mi się jeszcze bardziej psychodeliczne, być może, niż naprawdę było. Ale i tak powiem i przyznam uczciwie, że ten Sylwester, to była jedna z najbardziej nienormalnych imprez w historii imprez (moich przynajmniej). Na peronie stacji metra spotkałem, wraz z Alexem, wyglądający z lekka menelly (menelsko) majdan, złożony z plastikowych siatek, plecaków, toreb i koleżanek w stanie wskazującym na spożycie połowy kartonu wina o z hiszpańska brzmiącej nazwie i cenie dostępnej każdemu żulowi. Potem robiło się tylko dziwniej. Impreza nie chciała się rozkręcać, przychodzili ludzie, których się zupełnie nie spodziewałem (w tym pasztetowi tubylcy), węgielki z fajki wodnej spaliły podłogę (a także wypaliły dziury w szufelce, na które je niefrasobliwie zmieciono, bez zagaszania, rzecz jasna), pies z suchym nosem miotał się wokoło, żebrał o żarcie i wciskał się w wąskie szczeliny. Nie było za bardzo alkoholu. To pierwszy etap. Później zrobiło się ciemniej, zrobiło się dziwniej. Ludzie zaczęli przychodzić z innych imprez i wychodzić na dwór, żeby napić się wódki. Potem nie wracali i odnajdywano ich na dole domu, opowiadających przypadkowym przechodniom o tym, że tak naprawdę nikt ich nie lubi oraz o kompleksie słowiańskim, związanym z jakimś posążkiem, jakimś przylądkiem (czy półwyspem) i rozwojem chrześcijaństwa. Friedrich też tam był i Białe Klify. Czy jakieś inne wybrzeża. Nie wiem, bo się nie znam. Na górze zaś zrobiło się dymno i duszno, a ludzie zaczęli wsadzać sobie mieszadełko do kakałka w różne otwory ciała. Potem następowała wymiana partnerów oraz generalna orgia, niewiadomo czym spowodowana. Walały się czipsy w resztkach psa (lub odwrotnie). Dziewczęta gmerały sobie nawzajem w biustach i znajdowały w nich różne rzeczy (od orzeszków przez sztućce i inne). Z powrotem na dole jedni żalili się drugim ze swych nieszczęśliwych miłości i planów na niebyłą przyszłość, jak również zakazanych pocałunków w piątej klasie podstawówki. Wszyscy krzyczeli i skrzeczeli. A noc spędziliśmy w legowisku z kocyków i śpiworka. Było megadziwnie i to zupełnie nie moja wina.

Szybko mi wyszedł ten opis. To pewnie dlatego, że się nie wyspałem i starałem się wypisać wszystkie zdarzenia, które pamiętałem. No, tak. Jak będę to czytał za milion lat, to mi się wszystko przypomni. W każdym razie - była to udana impreza. Dawno tak ze sobą nie rozmawialiśmy, jak teraz. Wziąłem aparat, ale nie zrobiłem zbyt wielu zdjęć, raczej tak od niechcenia coś pstrykałem, a teraz nawet nie chce mi się tego sprawdzać. Na dodatek krążą pogłoski (niby oparte o źródła wyższe i wielce wiarygodne), że jutro nie musimy iść do szkoły. Byłoby to znakomite, ale jaki tego powód? Nie mam pojęcia.

No to tak. Albo się czegoś pouczę, albo się drzemnę, chociaż to mi uniemożliwi spanie w nocy, co będzie wielce wkurzające. Więc lepiej się pouczę. Albo jakoś wypocznę. Uch.

Nie widziałem fajerwerków zbyt wielu. Może w "Wiadomościach" pokażą. I Nelly Rokitę, też. Pokażą.

2 komentarze:

Rafał pisze...

Najs :)
Ten sylwester był rzeczywiście specjalny.

Pasqui pisze...

a niech ją pokarzą lepiej.
Sylwester był...psychodajśman. I jeszcze ten dom. I to chrzanienie głupot. I kwasiki. I red borszcz o poranku. To...kosmos.