Moje ponure rozmyślania chyba się na coś jednak przydały. W ich wyniku bowiem (albo w wyniku innych procesów psychologicznych, zachodzących w podobnym okresie) zacząłem, pomimo swego nowonabytego introwertyzmu i powściągliwości, mówić co myślę. Trochę się to wyklucza, z pozoru, więc to rozjaśnię. Introwertycznym się stałem w zakresie wyrażania swoich emocji, głównie ze względu na to, że momentami mam problemy z ich właściwym rozpoznaniem. Ale to nic, właściwie, bo nie sprawia mi to specjalnych trudności w mej wzniosłej egzystencji. Jeśli zaś o mówienie myśli chodzi, to, ku swemu zdziwieniu, zacząłem potrafić mówić ludziom co mi się w nich nie podoba. Robię to zwykle prostopadle, ale wychodzi mi to również całkiem nieźle w postaci okrężnego wywodu, niejednokrotnie zwróconego wektorowo na mój własny zły przykład. Dzięki temu moje relacje z otoczeniem stają się coraz bardziej szczere i bezpośrednie, ponieważ nie muszę już zagryzać zębów ani wzdychać ciężko pod nosem. Ssspoko.
Poza tym - nowy znajomy na Last.fm zaprowadził mnie do nieznanej wersji Sułtanów, która jest doprawdy niezrównana. A poza Sułtanami - Michael Bublé wciąż i ciągle jest wyborowy i nastrojowy. Aaaach...
Poza tym - nowy znajomy na Last.fm zaprowadził mnie do nieznanej wersji Sułtanów, która jest doprawdy niezrównana. A poza Sułtanami - Michael Bublé wciąż i ciągle jest wyborowy i nastrojowy. Aaaach...
1 komentarz:
gratuluję Krzysiu-Pysiu. też wypadałoby się kiedyś nauczyć.
Prześlij komentarz