Wczoraj zasypiałem z poczuciem posiadania wszystkiego głęboko w dupie, dzisiaj obudziłem się zesrany. Jestem już trochę zmęczony sobą i moimi rozwlekłymi zastanowieniami. Które, co warto zauważyć, przyłażą bez żadnego specjalnego impulsu, ni zaproszenia. Z ich powodu zaczynam wyraźnie zauważać u siebie wszystkie te rzeczy, które tak mnie denerwują u innych. A to, co u innych, denerwuje mnie jeszcze bardziej.
W szkole otacza nas spirala pogardy. Już chyba przyrosła do naszej klasy etykietka bandy troglodytów bez zainteresowań, perspektyw i kultury osobistej. Dziwne to, bo jest to, mówiąc w miarę obiektywnie, grupa ludzi niezwykle inteligentnych. Czasem jednak nawet mnie wkurza ich zachowanie (mimo że niejednokrotnie osobiście w nim uczestniczę). W każdym razie - gardzą nami nauczyciele w stale wzrastającej liczbie: polonistka, matematyczka, pani od woku, pani od filozofii, facet od wosu, pani od angielskiego, pani od francuskiego, czasami pani od łaciny, czasami nawet Babcia, no i czasami nawet Picek... Jak Picek gardzi, to cały świat wali się w gruzy.
I być może właśnie ta zacieśniająca się spirala pogardy działa na mnie poprzez indukcję. I ja bowiem zaczynam gardzić. Może nie tak agresywnie gardzić-gardzić, ale raczej patrzeć z politowaniem, dostrzegać bezsens, troszkę dawać sobie spokój.
Dziwne to wszystko.
Szkoła działa psychotwórczo. Raz pozytywnie, raz negatywnie. Ale, pytam się siebie, kim bym teraz był, gdyby nie Czacki? Chyba tylko Brokułem.
W szkole otacza nas spirala pogardy. Już chyba przyrosła do naszej klasy etykietka bandy troglodytów bez zainteresowań, perspektyw i kultury osobistej. Dziwne to, bo jest to, mówiąc w miarę obiektywnie, grupa ludzi niezwykle inteligentnych. Czasem jednak nawet mnie wkurza ich zachowanie (mimo że niejednokrotnie osobiście w nim uczestniczę). W każdym razie - gardzą nami nauczyciele w stale wzrastającej liczbie: polonistka, matematyczka, pani od woku, pani od filozofii, facet od wosu, pani od angielskiego, pani od francuskiego, czasami pani od łaciny, czasami nawet Babcia, no i czasami nawet Picek... Jak Picek gardzi, to cały świat wali się w gruzy.
I być może właśnie ta zacieśniająca się spirala pogardy działa na mnie poprzez indukcję. I ja bowiem zaczynam gardzić. Może nie tak agresywnie gardzić-gardzić, ale raczej patrzeć z politowaniem, dostrzegać bezsens, troszkę dawać sobie spokój.
Dziwne to wszystko.
Szkoła działa psychotwórczo. Raz pozytywnie, raz negatywnie. Ale, pytam się siebie, kim bym teraz był, gdyby nie Czacki? Chyba tylko Brokułem.
4 komentarze:
to smutne, doprawdy, zwłaszcza że mnie od wczoraj pogarda już przechodzi.
kto to jest PICEK?!
Sambiersky.
Mnie pogarda nachodzi falami w okresach osłabionej odporności psychicznej.
Picek też? Mein Gott...
Prześlij komentarz