Było naprawdę ciężko, i nie mówię, że będzie lżej (nawet moja naiwność puka się w czoło), ale mniej kryzysowo, być może. Bo to, co było teraz, to był kryzys. I to taki katastrofalny. Nauka otaczająca zewsząd. Zaśnięcia w stercie książek i papierów, obudzenia wśród nocnej ciszy i rozkminy nad tym, czy taki a taki pokój toruński był w takim czy w takim roku. Szkoła na zerówkę, dom jak najszybciej, nieważne, czy lekcje jeszcze trwają, czy nie. Psychoza ogarnęła całą klasę. A to wszystko z powodu nienadążania za koncepcją Babci, która harmonogram sprawdzianowy nanizała na nasz prywatny stryczek (czy też Krawat Stołypina, żeby zabłysnąć szczątkiem wiedzy). Na szczęście udało się rozluźnić atmosferę i zyskać dodatkowe cztery dni na przygotowania, prowadzone pod mniejszą presją (taką, która nie skręca kiszek i nie zatyka porów). Matury próbne nie poszły mi dobrze. Szkoda gadać. Trzeba się brać za naukę. Mogę, oczywiście, zrzucić część odpowiedzialności na Festiwal, zmęczenie, to, że jedna matura była po drugiej, ale bezmyślności i nieuwagi, jak również niewiedzy pospolitej nie mam czym, niestety, wytłumaczyć. Jeszcze czas, jeszcze czas, weź się pan w garść, kurwa, bo w przeciwnym wypadku wszelka perspektywa życiowa się rozpadnie jak domek z kart Visa, które samodzielnie dokonują operacji bankowych.
No i powtarzam to tak sobie, powtarzam i co z tego wynika? Nic, bo zawsze się znajdzie jakiś filmik na YouTubie, jakiś "ping!" na gugyltoku, jakieś inne gówno, które mnie odessie. Jak sonety odeskie, haha, ale śmieszne kurwa.
Nawet używanie tych kurew mnie specjalnie nie bawi, ale uważam, że ich umieszczenie wzmocni wydźwięk wypowiedzi, co jest pożądane w wybranych zdaniach. Architektura wypowiedzi. Bzdura.
Nie mam czasu dla Marty, nie mam czasu myśleć, planować, snuć marzeń i niesamowicie wyuzdanych fantazji erotycznych. Nic, kurde. (walczymy z kurewstwem słownym). W ogóle nawet nie mam czasu, żeby biadolić nad tym, że nie mam czasu. A mimo to, jak czas się rodzi z bezczasu, to go marnotrawię, bo mam to w genach albo innych feromonach. To obrzydliwe, disgusting, gardzę sobą, obiecuję poprawę i dalej robię to samo. Nie ma sensu.
Cały dom idzie spać, więc muszę kończyć eksploatację kombajnu i w ciszy się uczyć. I czytać "Szewców".
No i powtarzam to tak sobie, powtarzam i co z tego wynika? Nic, bo zawsze się znajdzie jakiś filmik na YouTubie, jakiś "ping!" na gugyltoku, jakieś inne gówno, które mnie odessie. Jak sonety odeskie, haha, ale śmieszne kurwa.
Nawet używanie tych kurew mnie specjalnie nie bawi, ale uważam, że ich umieszczenie wzmocni wydźwięk wypowiedzi, co jest pożądane w wybranych zdaniach. Architektura wypowiedzi. Bzdura.
Nie mam czasu dla Marty, nie mam czasu myśleć, planować, snuć marzeń i niesamowicie wyuzdanych fantazji erotycznych. Nic, kurde. (walczymy z kurewstwem słownym). W ogóle nawet nie mam czasu, żeby biadolić nad tym, że nie mam czasu. A mimo to, jak czas się rodzi z bezczasu, to go marnotrawię, bo mam to w genach albo innych feromonach. To obrzydliwe, disgusting, gardzę sobą, obiecuję poprawę i dalej robię to samo. Nie ma sensu.
Cały dom idzie spać, więc muszę kończyć eksploatację kombajnu i w ciszy się uczyć. I czytać "Szewców".
3 komentarze:
aaa, Szewcy to przyjemność. jestem Matyldą w trójkątnym nawiasie. no doceń.
a ja z rozpaczy i egoizmu ponad wszystko zaczęłam słuchać placebo. upadek. kataklizm. i brudne okulary.
Placebo ma świetne b-sidy, także słuchanie Placebo to żaden obciach. O ile słuchasz b-sidów. Bo jak nie, to już gorzej.
Prześlij komentarz