poniedziałek, 7 stycznia 2008

Sztuka Ulicy

Rozległe połacie asfaltu, dotychczas czernią jego samego oraz niekiedy bielą śniegu opadłego malowane, dziś oczy przechodnia zadziwiły pozycją nową, w artystycznym inwentarzu przyrodniczo-cywilizacyjnym, którego kolaż nieproporcjonalny uźrzeć było możliwe źrzenicą w mym oczodole. Pośród połyskujących kałuż roztopłego śnieża, co z chmur nawisu spada, bezpowrotnie tracąc swój kształt i kolor w zetknięciu z przez psy obsranym gównem mnogim klombie, jak również mnogimi nogi przechodniów wydeptanym chodniku, na których to nogach nieraz też gówno z psiej dupy, co w klombik nie przycelowała, miejsce znalazło dla transportu swego i rozmazu po okolicznych metrach kwadratowych podłoża, gryzmoły szarawe a podobne w wydźwięku rozkwitły czasem mi bliżej nieznanym. Bóg, co w swej mądrości stworzył ziemskie jądro, które jako stalowa kula czai się we wnętrzu globu, po którym co dzień czterdzieści miliardów po dwakroć stóp stąpa (choć niektórzy z ich posiadaczy, nowoprzybyli bocianim szlakiem czy też kapuścianym, takoż innymi w zależności od upodobań i zabobonów ulubionych, młodymi będąc, na czworgu kończyn po podłożu pląsają, ciężar swój niewielki rozkładając na powierzchnię większą), otoczył je warstwą magmową, która w gorącu i ukropie krąży wokół owej kuli stalowej, a od czasu do czasu, gdy tektoniczne płyty, które pływają po jej wierzchu, zapragną rozpierduszyć się nawzajem, jako murzyńskie gangi w zaoceanicznym kraju wielkich plantacji i wysokich nieba drapaczy, wystrzelić postanowi na Ziemi powierzchnię, by okoliczne wioski zrównać z ziemią i takoż uprawy pszenicy i fabryki czekolady, tak właśnie, pod wpływem skomplikowanych procesów fizo-chemicznych, o których nawet mi się nie śniło, bowiem sen mam nietęgi, powstała skała. Ale nie o tym chciałem pisać. Otóż na dnach mórz i oceanów złoża kredy leżą, skały, którą belfer srogi z najgłębszego bajora wyciągnąwszy, na tablicy żelaznej zdziera, by jej osadem znaki niepojęte a usypiające kreślić swą prawicą, karzącą bez litości wszelakie odstępstwa od normy poziomu umysłowego w zbiorze ludności, co przed nim zasiada, występujących. Takoż to kredą ową, wiedzioną dłonią, zapewne, wyrostka, co w okres dojrzewania wkracza, na lekcjach Wychowania Do Życia w Rodzinie o przeznaczeniu Pyty mocarnej i Piczy nieśmiałej się wywiadując, nakreślone zostały Pyt owych właśnie wzory rozmaite, po powierzchni mieszkalnej osady bloków wielopiętrowych w losowych miejscach rozsiane. I nie wie nikt, kto przechodzi, czy śmiać się, czy płakać, czy z pruderią fałszywą głowę odwracać od podłoża i o krzywoleżącą studzienkę się potknąwczy z Pytą spotkać się bliżej. Mnie Pyty owe z początku rozbawiły, wszak następne i następne, co zza śniegowych kopców i zza horyzontu zdarzeń wyłaniać się poczęły na wzrok mój szkłami korekcyjnymi wzmacniany, natchnieniem mi się stały do tego dzieła napisania, które niniejszym piszę, o teraz, teraz, i teraz też, po trzykroć. Chwała Ci, Pyto szarawa, co kredowym swym obliczem zdobisz osiedlowe stepy, bo dzięki Twemu pięknu dyskretnemu i wysublimowanemu synapsy me mózgowe myśl spłodziły, którą tutaj leję z palców mych, przeciekających słowotokiem bełkotliwym i wielokrotnie złożone zdania tworzących. Dziękuję.

---

Streszczenie - Ściąga.pl - Ściągawa.pl - Proza Poetycka:
Ktoś na osiedlu pyty kredą porysował, hehe, lol.

Dziękuję.

3 komentarze:

Rafał pisze...

Gdzie czarnawa pyta, picza jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem latawica pała,
A wszystko przepasane jakby linią, kredą szarą,
na niej z rzadka małe pytki siedzą.

For maj frend Mucias :D

Krzysztof pisze...

Aaaaa!! Ochrystusie Opanie! :D
Dzięki, majfrędzlu Rafale! xD

Pasqui pisze...

Zostajesz ninejszym specjalistą od Pyt-Artu! :* A powiem Ci, że na fizjologii roślin dziś widziałam pyty kiełkujące geotropicznie i takie co im stożek wzrostu obrzezano, biedaczkom!