Do moich dotychczasowych dokonań w dniu dzisiejszym należy obudzenie się, wstanie z łóżka, pośpieszne wessanie śniadania i wyjście do kościoła. A kościół mój parafialny w dniu dzisiejszym zafundował mi pęczek wrażeń. Po pierwsze, zauważyłem dwoje moich znajomych z dawnych lat (koleżankę z równoległej klasy w podstawówce i kolegę z ministrantów), którzy byli moimi znajomymi, ale nie swoimi znajomymi. Dziewczyna była typem kujonka (ja też w podstawówce byłem takim typem) (sik!), grzeczna, ułożona i uczesana. Chłopak, tymczasem, był raczej trzydrzwiowy, krótko przystrzyżony, obżelowany, basowy, tępy na ryju i ze skłonnościami do alkoholu i szlugów. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy dzisiaj ujrzałem ich w kościele razem, i to w postaci podręcznej (znaczy - on stał, a ona go trzymała pod rękę). Myślałem, że się osunę na konfesjonał. Oprócz tego niezmiernego zaskoczenia było też kilka innych. Zaskoczenia to były typu takiego: "jak można się tak ubierać?!", "co za fryzura!", itp. Ludzie w mojej parafii naprawdę mogliby co jakiś czas popatrzeć na siebie w lustrze. Iście cyrkowo-kloszardzie towarzystwo. Ponadto - stałem w towarzystwie jakiejś niewiasty, której twarz prezentowała się nieco tępawo, ale może to być wynikiem mojej krótkowzroczności, ponieważ dziewczę owo miało ze dwa metry wzrostu (mogłem niedowidzieć). Co więcej, byłem świadkiem rodzącego się przelotnego romansu między małą blondyneczką z kucykami i małym blondaskiem z podkrążonymi oczami. Dziecięce zaloty są naprawdę rozczulające (atiutiutiu).
Gnuśnie i bezczynnie spędzony weekend miał być lekarstwem na niewyspanie, ale im dłużej spałem, tym bardziej niewyspany byłem, w istocie. Paradoks strasznie wkurzający, bez dwóch zdań.
A oto parę objawów zmęczenia:
- zamiast: "miłego weekendu" mówię "dobranoc".
- odebrawszy telefon mówię "kto tam?" zamiast "słucham".
- zamiast kodu do domofonu wpisuję PIN z komórki.
No to teraz się trochę pouczę, żeby nie zgnuśnieć do reszty.
---
A do fruwania i rozmarzania się i generalnie doskonałego harmonizowania ze światem nastrajają mnie Michael Bublé, Frank Sinatra i Polanka. Marcus Miller od Adamusa też cieszy coraz bardziej.
Gnuśnie i bezczynnie spędzony weekend miał być lekarstwem na niewyspanie, ale im dłużej spałem, tym bardziej niewyspany byłem, w istocie. Paradoks strasznie wkurzający, bez dwóch zdań.
A oto parę objawów zmęczenia:
- zamiast: "miłego weekendu" mówię "dobranoc".
- odebrawszy telefon mówię "kto tam?" zamiast "słucham".
- zamiast kodu do domofonu wpisuję PIN z komórki.
No to teraz się trochę pouczę, żeby nie zgnuśnieć do reszty.
---
A do fruwania i rozmarzania się i generalnie doskonałego harmonizowania ze światem nastrajają mnie Michael Bublé, Frank Sinatra i Polanka. Marcus Miller od Adamusa też cieszy coraz bardziej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz