poniedziałek, 31 grudnia 2007

Sylwester

Pamiętam, że jak byłem mały, to Sylwester kojarzył mi się tylko z urodzinami mojego ulubionego aktora, występującego w takich hitach kinowych, jak np. "Rambo", "Rocky" i im podobnych rozpierduchach. Nie dziwiłem się tedy, że dzień ów (kończący na dodatek rok kalendarzowy!) był obchodzony równie hucznie przez podpitych panów pod blokiem, którzy kurwiąc radośnie wystrzeliwywali rakiety z pustych butelek po szampanie oraz korki z pełnych butelek po szampanie. Teraz Sylwester zmienił dla mnie swe oblicze. Teraz to czas, kiedy mogę spotkać się z przyjaciółmi, potańczyć, poobserwować wymiociny wydobywające się z ich ust, pouczyć się, że nie warto mieszać różnych rodzajów alkoholu, dostrzec, pod jakim kątem jedni wpychają innym języki do ust, jak dużo biustu może wystawać z dekoltu, jakie są obecne trendy w modzie i stylizacji.

Niestety, jest już w pół do czwartej, a ja wciąż nie wiem co na siebie włożyć. Zasmucony wielce wczorajszymi doniesieniami "Wiadomości" muszę ponadto przyznać, że nijak nie wpisuję się w schemat nowoczesnego mężczyzny, który robi sobie manicure i pedicure, mikrocośtampecję, depiluje ręce, nogi i klatkę żebrową i żeluje sobie włosy miksturą rozmaitych nabłyszczaczy, natłuszczaczy i łojów.

Przykro tak kończyć rok. Ale cóż, nic nie poradzę. Za późno. Pociesza mnie jednak jedna myśl: może uda mi się przystosować przez najbliższe 365 dni.

Miłego sylwestra, Wszyscy!



P.S.

Jeszcze coś dla miłośników nieśmiertelnych polonezów, a także - z pozdrowieniami dla wszystkich dojeżdżających na sylwestra autami. :]



Brak komentarzy: