poniedziałek, 26 lutego 2007

GłowoMur

Z moją głową zaczęło się dziać coś dziwnego. A raczej coś inaczej dziwnego, niż to dziwne coś, co się działo od chwili mojego poczęcia (i powstania tajemniczej kulki na moim ciemieniu), poprzez okres wyrzynania się pierwszych ząbków, pierwszych ran ciętych i kłutych, oraz burzliwego i gwałtownego dojrzewania psycho-fizycznego... Jest to taka dziwność, która nie pozwala mi się skupić. Taka, która zatrzymuje mnie na krawędzi utraty przytomności. Taka, która sprawia, że kręci mi się w głowie, jakby była ona szklaną kulką, w której pada śnieg, o ile się potrząśnie. Niezdrowo mi z tym. Dzisiaj z tej maści opuściłem szkołę w stanie ekspansywnej anemii, w oczach troskliwej p.prof. Łeber zaprawianej gorączką (ale było to, całe szczęście, dalekie od prawdy). Szuru-buru, ciężko mi zogniskować spojrzenie. Czy taki stan rzeczy może być spowodowany zwykłym zmęczeniem? Czy może nadszedł już kres moich dni...?

Nie lubię się z Tobą nierozumieć. Nie lubię odchodzić bez słowa i w zaniepokojeniu. Jedynym, paradoksalnie, co mnie zatrzymało w pionie psychicznym, była niestabilność procesów myślowych. Byłem zbyt zdezorientowany, żeby się przyczepić do jakiejś ponurej myśli. Ale nie pozwalajmy, żeby tak się działo częściej... Proszę. :*

Brak komentarzy: