sobota, 17 lutego 2007

Bazgroł

Ciężko powiedzieć, co było przyczyną takiego stanu rzeczy. Kiedy próbował się nad tym głębiej zastanowić, z odmętów myśli nieśmiało wychylał się nonsens istnienia, więc co prędzej rozwiewał gromadzące się pomysły. Wydawało mu się, że jego układ nerwowy wykształcił na drodze ewolucji dodatkowe receptory, które w bardzo gwałtowny sposób reagowały na bodźce, zarówno z zewnątrz, jak i z jego własnego środka. A co do środków - środka zaradczego dotąd nie odnalazł.
Kiedy Bóg stworzył sobie człowieka do towarzystwa, chciał dać mu władzę, szczęście, pieniądze, piękne kobiety, szybkie samochody i dobre alkohole (Chateau Neuf du Pape, rocznik Zaranie Dziejów). Po pewnym jednak czasie doszedł do wniosku, że na dłuższą metę jest on nie do zniesienia, więc przy pomocy gada, pod byle pretekstem wyrzucił go z Raju. Minęło parę lat, i oto B. siedział sobie pośród namnożonych w międzyczasie niemiłosiernie Człowieków i wnikliwie analizował relacje między sobą a sobą, sobą a nimi, nimi a nimi, oraz wszelkie inne relacje, które sprawiały, że niejednokrotnie czuł się zdołowany. Nie wiedział z jakiej przyczyny; czy w wyniku mutacji, czy ingerencji istot pozaziemskich, czy też z czystej złośliwości losu - teoretycznie jednakowe istoty różniły się między sobą do tego stopnia, żę ich wzajemna egzystencja stawała się uciążliwa, a niekiedy nawet bardzo uciążliwa. Na dokładkę i pogorszenie obecnej sytuacji, obowiązywał rozbudowany system zależności, interakcji i gradualizacja ludzi. Obowiązywały także normy, zasady, prawa i obowiązki, które nie zwykły tolerować rażących odstępstw od normy.
Wróćmy jednak do rzeczy. B. siedząc samotnie i zastanawiając się, zastanowił się w końcu, czy aby jego zastanawianie się ma jakiś cel i wpływ na losy świata. Jedyny umysł, jaki w chwili obecnej posiadał podpowiedział mu, że być może zbyt głębokie rozmyślania, podobnie jak szukanie węgla zbyt głęboko pod ziemią, może prowadzić do wielu nieszczęść i zawalenia stropu. Powoli w jaźni B. rodziło się spostrzeżenie, że to, że próbuje zrozumieć ludzi, sprawia tylko, że jeszcze bardziej ich nie rozumie. Z drugiej jednak strony, jego młodociany organizm wyposażony był w całe mnóstwo pierwszej jakości gruczołów i wydzielin, które w niezwykle efektywny sposób zarządzały ustrojem jego organizmu. To sprawiało (a także jego fryzura), że był emo. Niestety, bycie emo nie jest wygodne ani dla samego zainteresowanego, ani dla świata. Świat sobie radzi, zrzucając na emo ludzi, którzy go bolą. A może to sam emo sprawia, że ludzie go bolą? Trudno stwierdzić. W każdym razie - to, że nie był rozumiany przez nikogo, włącznie z samym sobą, czyniło go jednostką nieszczęśliwą.

1 komentarz:

Pasqui pisze...

BOSKIE!!!! :) to be emo :)