środa, 14 lutego 2007

Walę Tynki

Ach i Och, Och i Ach, sztuczne kwiatki, sztuczny piach,
Plastik, sklejka, czerwień, róż - mam dziś tego potąd już;
Wszelkie kwiatuszków odmiany, pompujące krew organy,
I lizaczki, i misiaczki, brzydki badziew, mętne flaczki -
Walentego święto słynne gorsze niż z deszczu pod rynnę
Nieopatrzne wejście z rana, zewsząd "Misiu mój", "Kochana",
Wszystko ocieka słodyczą, wszyscy sobie dobrze życzą,
Wszyscy buzi sobie dają, wszyscy ząbki wyszczerzają.
Tamta ma maślane oczy, ta miednicą krocząc buja,
Każdy jak na skrzydłach kroczy, tylko po jakiego... ... wała?!

Obrzydliwe, lepkie od landryny, mdłe, sztuczne, zbędne, amerykańskie (doprawdy ważny argument), tandetne, komercyjne, do dupy i beznadziejne "święto" plastikowych tudzież oczojebnych serduszek, miziaśnych pluszaczków trącących produkcją masową, rozhisteryzowanych nastolatek, niedostępnych twardzieli, żelu na włosach, głębokich dekoltów, dziwnych piosenek... No, Walentynki, oczywiście. Tak słodziaśne, że aż torsjopędne. Jedyną pozytywną ich cechą było to, że był koncert, oraz że mogłem się wyspać po powrocie ze szkoły. :)
Warto wziąć poprawkę na to, że pisząc te słowa nie jestem nieszczęśliwie zakochany. :] Żeby nie było. :) :*

1 komentarz:

Pasqui pisze...

:)tak...te wrażenia powalę-tynko-we świadczą najlepiej o tym,z e to święto z dupy w wzięte. :P podpisuje się wszystkimi nibynóżkami! antywalę-tynk