Proste i genialne. W czasie zagłębiania się w ciemne piźdźce swojej duszy, B. zapomniał o najprostszym, lecz zarazem najgroźniejszym gruczole w swoim organizmie, który był przyczyną niejednej już swady. Znaczy, niekoniecznie ten konkretny gruczoł w tym konkretnym organie, w tym konkretnym, jego osobistym, organizmie, ale gruczoł ów, jako gruczoł ogólny. Powodował on niejedną wojnę, bitwę, kłótnię, bójkę, intrygę, tuziny skandali, nieskończone mnóstwo dzieł artystycznych, oraz niemały przyrost populacji, począwszy od Adama i Ewy, a skończywszy na młodocianych matkach z Katowic. A znajdował się on mniej-więcej między podbrzuszem a udami.
Choć zwykle, w swych niebanalnych poczynaniach, B. starał się zmierzać Ścieżką Duszy, myśleć o wzniosłych sprawach, czcigodnych rzeczach, efemerycznych emocjach, to przecież przyziemny i zwierzęcy hormon w jego krwi nie spał! Oddziaływał, choćby lekko i pozornie niezauważalnie, ale jednak, czasem przybierając na sile, czasem oddając pole wzniosłości płynącej z kończyny włosonośnej. Tymczasem, gdy zdarzało mu się zawładnąć ustrojem, B. nie potrafił zlokalizować źródła swojego przygnębienia, rozdrażnienia, a najczęściej, nie bójmy się tego słowa, kurwicy. Tym sposobem, po długotrwałym i zdeterminowanym badaniu sprawy przez B., w końcu nasz "ptaszek" (całkiem trafne określenie przenośne) został zidentyfikowany. Nie oznacza to bynajmniej, że wraz z jego odnalezieniem całe zło wyparuje z B., jak woda z czajnika, którego Tatuś B. znowu zapomniał wyłączyć, o nie! Pomoże to jednak w postępowaniu łagodzącym i oszczędzi B. dalszych zmagań z nieznanym wrogiem, a wiadomo nie od dziś, że walka z zamaskowanym przeciwnikiem zawsze była najtrudniejsza...
Naprawdę, bardzo dobrze się stało, że i ta sprawa została wyjaśniona. B. utwierdzał się bowiem w przekonaniu, że jego przypadek jest beznadziejny i zaczął nawet snuć plany trwałego zamknięcia się w sobie. Uff, całe szczęście... Jestem przekonany, że sam na sam ze sobą nie wytrzymałby zbyt długo.
Choć zwykle, w swych niebanalnych poczynaniach, B. starał się zmierzać Ścieżką Duszy, myśleć o wzniosłych sprawach, czcigodnych rzeczach, efemerycznych emocjach, to przecież przyziemny i zwierzęcy hormon w jego krwi nie spał! Oddziaływał, choćby lekko i pozornie niezauważalnie, ale jednak, czasem przybierając na sile, czasem oddając pole wzniosłości płynącej z kończyny włosonośnej. Tymczasem, gdy zdarzało mu się zawładnąć ustrojem, B. nie potrafił zlokalizować źródła swojego przygnębienia, rozdrażnienia, a najczęściej, nie bójmy się tego słowa, kurwicy. Tym sposobem, po długotrwałym i zdeterminowanym badaniu sprawy przez B., w końcu nasz "ptaszek" (całkiem trafne określenie przenośne) został zidentyfikowany. Nie oznacza to bynajmniej, że wraz z jego odnalezieniem całe zło wyparuje z B., jak woda z czajnika, którego Tatuś B. znowu zapomniał wyłączyć, o nie! Pomoże to jednak w postępowaniu łagodzącym i oszczędzi B. dalszych zmagań z nieznanym wrogiem, a wiadomo nie od dziś, że walka z zamaskowanym przeciwnikiem zawsze była najtrudniejsza...
Naprawdę, bardzo dobrze się stało, że i ta sprawa została wyjaśniona. B. utwierdzał się bowiem w przekonaniu, że jego przypadek jest beznadziejny i zaczął nawet snuć plany trwałego zamknięcia się w sobie. Uff, całe szczęście... Jestem przekonany, że sam na sam ze sobą nie wytrzymałby zbyt długo.
2 komentarze:
aż tak bardzo wziąłeś sobie do serca mój dzisiejszy wywód? :D
No tak. To już wszystko jasne. Ale mam nadzieje ze przyczyna ta niezawladnie szanownym, gdyz albowiem nie mam zamiaru przezywac roznych rozstrojow psycho-fizyczno-nerwicowych ze tak powiem nieladnie "egen"
Prześlij komentarz