wtorek, 20 lutego 2007

Ciągut

Ten tydzień ciągnie się wyjątkowo długo. Według mojego kalendarza biologicznego, powinien już być co najmniej czwartek. A tu co? Kiszę się w Placówce dopiero drugi dzień od niedzieli. Zdumiewające... Czy to oznacza, że stałem się tak słaby i cienki, że nie jestem w stanie pokoksować więcej niż dwa dni, czy oznacza to co innego? Sam nie wiem. A może po prostu to, że zacząłem więcej myśleć o sobie i o świecie sprawia, że każdy dzień jest pełen wrażeń, w przeciwieństwie do dni onegdajszych, które przepędzałem w raczej zwierzęcej apatii? Ciekawy zjawisk. Tak czy siak - należy się nieco ponaumiewać treści merytorycznych. Plan SUKCES (Semestr Udany, w Koksie i Częściowo Elokwencji Siła!) ciągle aktualny. :) Ha, a tu ludziska mi piszą o ustawce w Coffee Heaven... No tak, w końcu ostatki nastały... Jutro nie będzie mowy o rytualnym pączku, spożywanym codziennie (w sensie - nie tym samym, spożywanym codziennie od nowa, tylko o pączku jako zjawisku powszechnym) od czasu Tłustego (nie wiem dlaczego chciałem napisać - Wielkiego) Czwartku. Dobry plan. Nauka idzie w las, kiedy ostatków czas, buahahahahahah, wróżę sobie dziką i rzężącą karierę w biznesie lirycznym. Dobra, pójdę lepiej coś zjeść, bo coś mi myślenie za bardzo nie wychodzi...

Brak komentarzy: