To jedna z tych chwil, kiedy bardzo chciałbyś, żeby było później, niż jest w rzeczywistości.
To jedna z tych chwil, kiedy samotność wyciąga do Ciebie przyjaźnie miękką dłoń gwiaździstej nocy.
To jedna z tych chwil, kiedy wiatr rozwiewający Twoje włosy każe Ci skupić się na tym, co położone wyżej, niż zakurzona ziemia i wątłe źdźbła wczesnej trawy.
W tym momencie znika szare blokowisko. Światła w oknach, psy, dziwni chińczycy niosący kremowy materac, melancholijny taksówkarz, witryny uśpionych sklepów, echo odbijające Twoje kroki od surowych ścian, pnących się ku brudnemu niebu.
W tym momencie zostajesz sam. Po raz kolejny nurzasz się w siebie, naruszasz spokojną taflę swojego istnienia świadomą ingerencją w istotę przemijających uczuć. Skupiasz się na zaśniedziałych stykach łączących Cię z centralą Rzeczywistości, zdmuchujesz kurz ze światłowodów Interakcji, wypuszczasz listki badawczego spojrzenia w siebie.
Noc.
Materia efemerycznej dłoni zostawia bezbarwny ślad na Twoich liniach papilarnych. Chłód wieczoru i nietypowa sytuacja skłaniają do rozpostarcia myśli i wzniesienia się nad skorupę ziemskich pragnień. Różnorodność możliwości i brak słusznego wyboru, nieco zbyt ostro wrzynają się w osnowę Twojej percepcji, zdając się niewinnie pytać "co się dzieje, kochanie?", podczas gdy Twoje niewidzialne spojrzenie znika bezgłośnie pod powiekami subtelnego żalu.
Noc.
Przekraczając kolejny raz tę samą ulicę, na tym samym czerwonym świetle, z tym samym półpoczuciem winy myślisz, że to wcale nie wzniosłość przesłania sprawiła, że dążysz do prawdy o sobie. Pierwszorzędne myśli napędzane wiatrem bańkują mydlanie w Twoim umyśle, rozpryskując się tęczowym blaskiem na Twoich źrenicach. Miłość, Przyjaźń, Uśmiech, Smutek, Ziemia, Niebo, Metafora i Prawda tańczą spokojnego walca na rzęsach niewyjaśnionego, nieistniejącego niespełnienia.
Noc.
Ponad dachami wznosisz się nucąc pieśń spokoju. Zewsząd napływają do Ciebie cząsteczki dobrych myśli, ciepłych uczuć i delikatnych spojrzeń. Lecisz bez strachu, poły Twojego wymyślonego płaszcza łopocą, wypełnione żywą Nocą. Nie boisz się. Świat napełnia Cię nadzieją. Nie istnieją różnice, rodzą się wyższe wartości. Między szarymi plamami dostrzegasz eksplodujące barwami kwiatów szczęścia. I wiesz, że sam, zupełnie bez powodu, tęczujesz na wilgotnym niebie.
Nocy. Najdroższa przyjaciółko.
Spełniając marzenia płynące cichą falą przez Twoją jaźń, cieszysz się kojącym zapachem igliwia, kartką papieru, dwoma firmamentami; przed i ponad sobą. Wypełnia Cię bezpodstawne szczęście, narodzone z niewinnego smutku i skrytych pragnień. Wierzysz, że to, co czujesz teraz, zawładnie Tobą tak, że uśniesz beztrosko.
Przyszłości krystalizujące się na nieboskłonie mrugają ciepłym światłem gwiazd. Nie myślisz o nich ani dobrze, ani źle. Cieszysz się tym prostym wrażeniem bliskości.
Noc.
Dziękuję Ci za to, że pokazałaś mi życie.
To jedna z tych chwil, kiedy samotność wyciąga do Ciebie przyjaźnie miękką dłoń gwiaździstej nocy.
To jedna z tych chwil, kiedy wiatr rozwiewający Twoje włosy każe Ci skupić się na tym, co położone wyżej, niż zakurzona ziemia i wątłe źdźbła wczesnej trawy.
W tym momencie znika szare blokowisko. Światła w oknach, psy, dziwni chińczycy niosący kremowy materac, melancholijny taksówkarz, witryny uśpionych sklepów, echo odbijające Twoje kroki od surowych ścian, pnących się ku brudnemu niebu.
W tym momencie zostajesz sam. Po raz kolejny nurzasz się w siebie, naruszasz spokojną taflę swojego istnienia świadomą ingerencją w istotę przemijających uczuć. Skupiasz się na zaśniedziałych stykach łączących Cię z centralą Rzeczywistości, zdmuchujesz kurz ze światłowodów Interakcji, wypuszczasz listki badawczego spojrzenia w siebie.
Noc.
Materia efemerycznej dłoni zostawia bezbarwny ślad na Twoich liniach papilarnych. Chłód wieczoru i nietypowa sytuacja skłaniają do rozpostarcia myśli i wzniesienia się nad skorupę ziemskich pragnień. Różnorodność możliwości i brak słusznego wyboru, nieco zbyt ostro wrzynają się w osnowę Twojej percepcji, zdając się niewinnie pytać "co się dzieje, kochanie?", podczas gdy Twoje niewidzialne spojrzenie znika bezgłośnie pod powiekami subtelnego żalu.
Noc.
Przekraczając kolejny raz tę samą ulicę, na tym samym czerwonym świetle, z tym samym półpoczuciem winy myślisz, że to wcale nie wzniosłość przesłania sprawiła, że dążysz do prawdy o sobie. Pierwszorzędne myśli napędzane wiatrem bańkują mydlanie w Twoim umyśle, rozpryskując się tęczowym blaskiem na Twoich źrenicach. Miłość, Przyjaźń, Uśmiech, Smutek, Ziemia, Niebo, Metafora i Prawda tańczą spokojnego walca na rzęsach niewyjaśnionego, nieistniejącego niespełnienia.
Noc.
Ponad dachami wznosisz się nucąc pieśń spokoju. Zewsząd napływają do Ciebie cząsteczki dobrych myśli, ciepłych uczuć i delikatnych spojrzeń. Lecisz bez strachu, poły Twojego wymyślonego płaszcza łopocą, wypełnione żywą Nocą. Nie boisz się. Świat napełnia Cię nadzieją. Nie istnieją różnice, rodzą się wyższe wartości. Między szarymi plamami dostrzegasz eksplodujące barwami kwiatów szczęścia. I wiesz, że sam, zupełnie bez powodu, tęczujesz na wilgotnym niebie.
Nocy. Najdroższa przyjaciółko.
Spełniając marzenia płynące cichą falą przez Twoją jaźń, cieszysz się kojącym zapachem igliwia, kartką papieru, dwoma firmamentami; przed i ponad sobą. Wypełnia Cię bezpodstawne szczęście, narodzone z niewinnego smutku i skrytych pragnień. Wierzysz, że to, co czujesz teraz, zawładnie Tobą tak, że uśniesz beztrosko.
Przyszłości krystalizujące się na nieboskłonie mrugają ciepłym światłem gwiazd. Nie myślisz o nich ani dobrze, ani źle. Cieszysz się tym prostym wrażeniem bliskości.
Noc.
Dziękuję Ci za to, że pokazałaś mi życie.
3 komentarze:
Piękne.
wiesz?
mógłbyś naprawdę związać przyszłość z pisaniem.
będę odwiedzać. za coca-colę z cytryną i trochę herbaty zostanę wiernym psem. (;
pozeczkowa
Dobry jesteś, zią. I masz świetny zmysł surrealistycznej obserwacji. Jak się już szkoła po nas przewali, czas zacząć nasze pseudoliterackie bezimienne dzieło :]
Prześlij komentarz