sobota, 10 marca 2007

Bóg

Napięte mięśnie odkształcały skórę, zroszoną kroplami gorącego potu. W skroniach pulsowała wrząca krew. Mocno zarysowaną linię szczęki podkreślały rozchylone ze zmęczenia i zwierzęcego uniesienia usta.
Wchodził w nią szybko, raz za razem. Agresywnie, mocno, brutalnie. Delikatność i subtelność stosunku dwojga ludzi, wulgarnie, dosłownie i w przenośni, poszły się jebać. Półprzymkniętymi oczami wpatrywał się w jej rozrzucone na poduszce włosy. Nie chciał patrzeć na jej twarz.
Milczała. Drżąc pod nim i dostosowując się do jego szybkich ruchów, rytmicznie poruszała biodrami. Była spięta aż do bólu. To jednak nie było dla niej nowością. Bezmyślność i izolacja od samej siebie, a tym bardziej od niego, dawała jej względne poczucie równowagi. On jednak nie przestawał. Z uporem desperata wbijał się w jej ciało. Przerażało ją to, a zarazem fascynowało. We współżyciu z nim nie było nawet skrawka człowieczeństwa. Zwierzęcy, pierwotny, plugawy rytuał ku czci nienasyconego demona grzechu. Rozrywał ją na strzępy.
Krzyknęła. W nagłym impulsie rozjuszonego zwierzęcia uderzył ją w twarz. Nie zaprotestowała. Znała zasady. Strużka ciepłej krwi pociekła jej z kącika ust. Jedyna osłoda w kwaśnym, rozpalonym do czerwoności środowisku najniższego upadku człowieczeństwa. Otarła ją wierzchem dłoni. Spoglądając na swoją zaciśniętą pięść pomyślała, nie wiedząc czemu, o zachodzie słońca...
Wiedział, że jest tylko narzędziem. Parszywą, plugawą marionetką, bezwolnym przedmiotem. Wiedział o tym. Nauczył się jednak ignorować swoje uczucia. Zagłuszał myśli. Zabijał sumienie. Chodziło tylko o jedno.
Podświadomie poczuła, że ból zmniejszył natężenie. Otworzyła oczy. Po kilku sekundach poczuła między udami rozgrzaną wilgoć, zwiastuna końca znienawidzonego cierpienia.
Powoli zszedł z niej i położył się obok, bez słowa. Z trudem uspokajał oddech, w czasie, gdy ekscytacja ulatniała się z jego mózgu.

Drzwi otworzyły się. Stanęła w nich, nawet nie skrzywiwszy się od duszącego zapachu seksu. Nieczułym wzrokiem, spoglądając w zamgloną przestrzeń, powiedziała:
- Za godzinę mała wraca ze szkoły. Pospiesz się.
Mechanicznym ruchem wycofała się i cicho zamknęła drzwi.

2 komentarze:

Pasqui pisze...

oj...

Rafał pisze...

Ciekawe.
Papier cierpliwy, wszystko zniesie - nawet nasze wewnętrzne demony.