środa, 21 marca 2007

Z daleka

Zamknąć się w sobie, uciec przed wszystkimi, skryć się w ciemnym lesie, zasiedlić ostoję czystości, nieskalany ludzką nogą grunt spokoju i ciszy. Chcę odejść stąd jak najdalej. Najbardziej boję się ludzi, którzy najlepiej mnie znają. Jak zaszczuta mysz. Chcę tylko siebie, zostać w sobie i ze sobą, pogadać, jak ja - ze mną, i zrozumieć...

Dzwonię, bo chcę ci coś powiedzieć... Nie przerywaj, proszę, pozwól mi dokończyć. Tego, co jest teraz - nikt nam nie odbierze. Prawie idealne życie u podnóża wrót Nieba. Najpiękniejszy czas, jakiego doświadczyłem. Rozpoczęty, a nieskończony rozdział życia, rozdział ostatni przed epilogiem-epitafium, jestem pewien. Udało mi się zapomnieć o tym, co było przedtem. Wytarłem mokrą ścierką zapisane tablice wspomnień, sprzed tego okresu. Ale kiedy tylko usłyszę o tym jednym, ogarnia mnie strach. Boję się. Boję się twojej przeszłości. Nie chcę ścierać się z twoimi dawnymi pragnieniami, twoimi dawnymi myślami i marzeniami. Wszystko, co wiąże się z tym, co było przedtem, jest identyfikowane jako nieprzyjaciel, jako coś, co krzywdzi... Nie wiem dlaczego, nie pytaj. Słowa i obrazy z tamtego czasu mnie atakują. Pewnie jestem szalony. Zapewne wymyślam dziwne problemy, znikąd. Być może. Ale ciągle żyje we mnie ktoś, kto boi się swoich słabości, kto umiera z panicznego strachu przed odrzuceniem. A to, co było kiedyś, zupełnie mnie nie angażuje w swój bieg wydarzeń. A ty stamtąd też nie jesteś tym, kogo kocham... Skoro nie było tam dzisiejszych nas, zapomnijmy o tym. Rzadko i tak jest za często...
Dwutorowy bieg naszych relacji także kłuje. Jesteś dla mnie i ze mną. Jesteś też dla innych, wobec mnie i z daleka ode mnie. To się w jakiś sposób wyklucza. Nasza wspólność żyje, nasza odrębność niszczy.
Mówię o tym, bo źle mi z przestrzeni. Bez powodu. A to chyba dobra okazja, żeby się wypłakać...
Przepraszam. Ta rozmowa nie ma sensu.
Zadzwonię, kiedy wrócę.