
Mój braciszek, który nie jest zwykłym chłopcem, powiedział mi wczoraj o 23:30, że jestem typowym zbuntowanym nastolatkiem. To dziwne, uznałem, bo nie uważałem się dotychczas za cokolwiek typowego. I to nie w sensie, że jestem w jakiś sposób nadzwyczajny, albo niesamowicie się wyróżniam na tle innych ludzi, tylko, po prostu - wydawałem się sobie charakterystyczny. Mój braciszek nie potrafił jednak przypisać mnie do żadnej subkultury. Stwierdził, że jestem chyba trochę "jebanym metalem". A to wszystko dlatego, że słuchałem koncertówek Knopflera, miast raczyć się proponowanym przez Piotra hip-hopem, czy też jego rodzimym fristajlem. Cóż, Knopfler nie jest zbyt metalowy, a ja nie jestem zbyt typowy, może tak to ujmnijmy. ujmniajmy. ujmmy.
A zresztą, lepiej chyba być typowym, niż alternatywnym, co? Ostatnio niesamowicie wkurwia mnie wszelki przejaw alternatywności. Może rzeczywiście powinienem zgolić łeb i kopać emo po ryłeczkach?
No, może nie. Ale chciałbym zaapelować, żeby nikt nie walczył o "swój styl" zbyt agresywnie i nie obnaszał się ze swoją alternatywnością, bo mogę przywalić. Zdecydowanie.
Mam już konto w mBanku. Zapraszam do przelewania pieniędzy. :]
Haha, świetny dowciap...
2 komentarze:
zaiste, jesteś jebanym metalem :D
Problem jest taki sam jak z romantykami. Najważniejszy jest indywidualizm, i nagle WSZYSCY jak jeden mąż chcą być indywidualistami. To znaczy, że w gruncie rzeczy wszyscy są tacy sami. Bycie alternatywnym teraz, to nie zbyt oryginalne. Możemy napaść na jakiegoś emo-lalusia, ale dla efektu zaskoczenia nie gólmy sobie lepiej łbów, bo z kolei punki z Chmielnej będą chciały nas nakopać za skinheadztwo.
Prześlij komentarz