czwartek, 27 marca 2008

Juno

Nie mam możności napisania recenzji tego filmu, ale powiem Wam prostymi słowy i prosto z serca, że jest to film najzupełniej wspaniały. Ni cholery nie można się było spodziewać takiej historii po Amerykanach. Zaczęło się od tego, że plakaty były niecodzienne, że zwiastun w kinie był zachęcający, i że transfer był szybki. No i wreszcie dzisiaj udało mi się doń dorwać. Historia nastolatki, która zachodzi w przypadkową ciążę. Niby banał i nie brzmi zbyt nadzwyczajnie. Ale film jest tak pięknie napisany i zrealizowany, że uśmiech się ciśnie na usta i podpowiecze wilgotnieje. Ellen Page wygląda w nim bardzo ładnie. No a piękności filmowi owemu dodaje jeszcze muzyka. Belle & Sebastian i The Kinks, na przykład, śpiewajo tam. A na dodatek piosenkę, która się pałęta po filmie, na końcu wykonuje para aktorów. Wzruszające, nie wiem, czy to ze względu na film, czy też z tego powodu, że jestem jakoś nadzwyczajnie wyjałowiony emocjonalnie. Ale bardzo mi się podobał. I muzyka u mnie teraz pocina po pokoju, jeśli wobec tego rodzaju muzyki można użyć słowa "pocina". Nie, raczej nie można. W takim razie po prostu leci.
Jestem zadowolony z życia po obejrzeniu. I się rozczuliłem.

... a Zielu dostał sraczki i chciałem go z tego miejsca serdecznie pozdrowić.

2 komentarze:

Pasqui pisze...

jejaaa ja chcę też!

Rafał pisze...

Oho, właśnie się z Matyldą na to wybieram - dobrze, że film jest ok :>