czwartek, 6 marca 2008

post fucktum

Osiągnąłem wreszcie niepodległość, po tygodniu (a właściwie większości tygodnia. 3/5, licząc tylko dni robocze. 60%.) spędzonym nad próbnymi arkuszami maturalnymi wprost od OKE Łódź. Polski, angielski, historia i wos. Tak wyglądały trzy ostatnie dni. Polski - bez stresu. Angielski - lekki stresik przy readingu. Historia - trochę stresu przed, trochę w trakcie, to tu, to tam. Normalka. Wos - stresu nieco po napisaniu, bo się okazuje, że nie do końca. No, ale już po wszystkim i bardzo mi lekko z tą świadomością. Poszło, jak poszło. Chyba nie najgorzej. Wypracowanie z historii napisałem, a to już sukces (że napisałem). Mogłem nie napisać, tak jak ostatnio, ale napisałem, mimo że wiedzę posiadałem dość szczątkową, z zeszłej klasy. Ale to dziwny proces. Zacząłem pisać, trochę z sikawki, a w międzyczasie zaczęły mi się przypominać jakieś fakty, wydarzenia itp. Wiem, że to, co wlazło mi w mózgowie z litości, przez przypadek, albo po prostu niewiemskąd, jest pewnie niewystarczające, ale to ciekawy eksperyment naukowy - pisać, niewiedząc, albo - niewiele wiedząc. Zobaczymy, co wyjdzie. Sssuper.
W międzyczasie (za międzyczas uznaję czas od wtorku do czwartku, czyli dziś, włącznie) zdążyłem znienawidzić jazdy samochodem po Warszawie, zwłaszcza z okazji korków, remontów, objazdów i wypróbowywania nowych tras. Wtorek był masakryczny, ponieważ jechałem na Służew, do Dominikanów na rekolekcje, ale okazało się po drodze, że Puławska jest w remoncie, objazd wiedzie jakimiś osiedlowymi zaściankami, korek na tym objeździe stoi, nie wiem gdzie jestem, ani gdzie wyjadę, jak ten objazd się już skończy. Wyjechałem na Wilanowską, ale nie wiedziałem z której jestem strony, więc się pokręciłem dookoła, żeby się zorientować, było mnóstwo samochodów wszędzie, nie działała sygnalizacja świetlna i na dodatek padał obfity śnieg z deszczem, oraz trąbił na mnie autobus. To był motoryzacyjny KOSZMAR. Nigdy więcej takich akcji.
Dzisiaj za to - nagroda. Całkiem nowe, całkiem ZAJEBISTE piosenki Afro! Z koncertu w Trójce. Jakość bardzo dobra, jak na te warunki. Podzielę się z Wami, a co! Oto one:
  1. Przepraszam
  2. Łzy w uszach (czyli - "ponieważ mam piękny głos" ^^)
  3. Najlepszy informatyk w mieście
  4. Mężczyźni są odrażająco brudni i źli
Mój ulubiony utwór - "Przepraszam". No i "Łzy w uszach", rzecz jasna. :]
Ale na koncercie w Jadłodajni Filozoficznej (jeśli można to nazwać koncertem) wykonanie było lepsze. A tak w ogóle - w sobotę w Cafe Kulturalnej jest reaktywacja koncertu, przeniesionego z żałoby. Ale pewnie na niego nie pójdę... :|

No, to tyle.
Pozdrawiam.

2 komentarze:

Rafał pisze...

afro jest ekstra

Pasqui pisze...

no widzisz- mowilam, ze dasz radę.