poniedziałek, 16 czerwca 2008

Marność

Piękny poniedziałkowy poranek, wstaję koło 10:00 (po dwugodzinnej zabawie z budzikiem), słonko, ciepło, miło. Trochę się krzątam po pokoju, cośtam sprawdzam w Necie, czytam komórkę, w końcu - pora na śniadanie. Idę do kuchni, a tam - czerstwa bułka, masło i puszka sardynek. Mimo że długo szukałem. Tak mnie szanują w tym domu. ;(

Brak komentarzy: