Miała być poezja na melodię "Fever", ale zrezygnowałem z pomysłu, ażeby uuniwersalnić swoją Twórczość i umożliwić śpiewanie jej przy ognisku z akompaniamentem sześciostrunowej gitary klasycznej, dzierżonej przez grajka o umiejętnościach zezwalających na wygrywanie akordów C-dur, G-dur, E-dur, A-dur, D-dur oraz ich molowych odpowiedników.
Ja miałem masterplan na to.
Dedykuję ten wiersz mojej nieocenionej przyjaciółce Joannie.
Ja miałem masterplan na to.
Dedykuję ten wiersz mojej nieocenionej przyjaciółce Joannie.
Kredens to jest mebel brudny
Był zakurzył się co-nieco
Jeśliby się na nim oprzeć,
Kurzu chmary z niego lecą.
Stoi w kącie, niepozorny
Mało kto go zauważa,
Kto pomyślałby, że cnocie
Młodzieńczej ów mebl zagraża?
Ciężki mebla los jest wielce,
Ciężki wielce jego los.
Mogą leżeć w nim widelce,
Można oń ułamać nos.
Zastosowań mnogość wielka
Kreatywność w nas pobudza
I kuszący zew mebelka,
Mimo że to własność cudza...
...Myśl mą niecną wciąż przyciąga
W czas wieczornego masażu,
By ku niemu, ot, czym prędzej,
Rączo podjąć się wojażu.
Synkretyczny mebel stary
Łączy myśli, ach, nieczyste,
Kusząc młode swe ofiary
Grzesznym blatem swym przejrzystym.
Figle płata hormon męski,
Co poniżej pasa bodzie,
Pasa, co umytym został
W płytkiej Sanu zimnej wodzie.
Dłonią szorstką ugniatana
Też niewiasta oczy zwęża,
Kiedy z trudem myśl zbereźną
O kredensie przezwycięża.
Siedzą tak na ławie z drewna
Przy stoliku pod ceratą,
Kiedy wtem osoba pewna
Myśl odsuwa kołowatą.
Wpada harcerz przeze odrzwia,
Za nim chłop z Góraszki rodem,
Trąci od nich alkoholem,
Może pitnym rocznym miodem?
Nie, to raczej Żołądkowa,
Jeśli wierzyć pustej flaszce,
Mocne głowy mają jednak
Chłopi w odległej Góraszce!
Nie to, co nasz harcerz miły,
Co zatacza się drobinkę,
Mimo że tej wódki smacznej
Wypił jeno małą krztynkę.
Juże, zaczął mowy prawić,
Mimo naszej jawnej kpiny,
Gdy przemawiać chciał językiem
Pochodzącym z Ukrainy.
Usta jego splugawiły
"Głupcy" słowem się złowieszczym,
Kiedyśmy nie pojmowali
Słów bezcennych, kiemi wieszczył.
Potem zasnął, łbem o ścianę
Oparłszy się nonszalancko
A nad ranem skórą krowy
Przykrył się on elegancko.
Tym sposobem myśl rozpustna
Odpłynęła w głąb mej głowy,
Aby zbudzić się ponownie
W inny wieczór odlotowy.
Zakończyłem trochę rymem á la guma balonowa, no ale trudno. I tak stworzyłem ponadczasowe dzieło sztuki poetyckiej. A teraz dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz