Żywot ostatniego tygodnia był tak nudny, że specjalnie nie ma się nad czym rozwodzić. Nauka historii, nauka historii, nauka historii, próby ucieczki od nauki historii, nauka historii, wyrzuty sumienia, stres, nauka historii. Bardzo dobry sposób na utratę stabilności psychicznej.
Zastanówmy się więc może - jakie są drogi ucieczki od nauki historii? Na moim własnym przykładzie. Można na przykład sprawdzać, kto jest dostępny na GoogleTalku, chociaż ostatnio się tego trochę oduczyłem. Może to jednak być motywujące - jeżeli nikogo nie ma, to znaczy, że wszyscy się uczą, więc ja też powinienem (wcale nie musi to być prawda, ale można to interpretować w ten sposób). Można słuchać nowonabytej muzyki i sprawdzać tytuły piosenek, jak się zaczną. Można obejrzeć nowy odcinek LOST (ale to tylko raz w tygodniu). Można odpalić WhoseLine na YouTubie, ale to dość ryzykowne, bo można się zorientować w pewnym momencie, że już pierwsza w nocy (zdarzyło się). Można przeglądać oferty sieci komórkowych lub oglądać zajebiste telefony, na które się nie ma pieniędzy. Można czytać nowe bzdury z basha. No i można jeszcze coś innego robić, pewnie.
Tydzień ten był ubogi w doświadczenia życiowe, z wyjątkiem wczorajszej przyjemnej posiadówki w Amorze, bogaty za to w doświadczenia muzyczne. Mnóstwo, mnóstwo, mnóstwo muzyki, wspaniałej, wybornej, zagościło w moich uszach. Skrót z tego będzie na last.fm, ale przytoczę kilkoro wykonawców.
Pod tym względem - tydzień był wielce przyjemny. :)
Zastanówmy się więc może - jakie są drogi ucieczki od nauki historii? Na moim własnym przykładzie. Można na przykład sprawdzać, kto jest dostępny na GoogleTalku, chociaż ostatnio się tego trochę oduczyłem. Może to jednak być motywujące - jeżeli nikogo nie ma, to znaczy, że wszyscy się uczą, więc ja też powinienem (wcale nie musi to być prawda, ale można to interpretować w ten sposób). Można słuchać nowonabytej muzyki i sprawdzać tytuły piosenek, jak się zaczną. Można obejrzeć nowy odcinek LOST (ale to tylko raz w tygodniu). Można odpalić WhoseLine na YouTubie, ale to dość ryzykowne, bo można się zorientować w pewnym momencie, że już pierwsza w nocy (zdarzyło się). Można przeglądać oferty sieci komórkowych lub oglądać zajebiste telefony, na które się nie ma pieniędzy. Można czytać nowe bzdury z basha. No i można jeszcze coś innego robić, pewnie.
Tydzień ten był ubogi w doświadczenia życiowe, z wyjątkiem wczorajszej przyjemnej posiadówki w Amorze, bogaty za to w doświadczenia muzyczne. Mnóstwo, mnóstwo, mnóstwo muzyki, wspaniałej, wybornej, zagościło w moich uszach. Skrót z tego będzie na last.fm, ale przytoczę kilkoro wykonawców.
- Norah Jones
- Buena Vista Social Club
- Ibrahim Ferrer
- Foo Fighters
- Nat King Cole
- Frank Zappa
- John Coltrane
- Sammy Davis Jr.
- Perry Como
- Herbie Hancock
Pod tym względem - tydzień był wielce przyjemny. :)
2 komentarze:
Muzycznie baudzo wspaniale. Historycznie..to chyba jak zwykle- mogę tylko współczuć i wspierać na odległość:*
Norah jest fajna, reszty jako niedorozwój kulturalny wg niektórych nie słyszałem - a jak masz trochę wolnego miejsca na penie, to z chęcią bym posłuchał ;)
Prześlij komentarz