wtorek, 8 maja 2007

J.P.

Język Polski / Ja Pierdolę

Dwa możliwe rozszerzenia tego samego skrótu stają się sobie z czasem coraz bliższe, kiedy jest się uczniem klasy drugiej humanistycznej, w tysiąc pięćset sto dziewięćsetnym liceum ogólnokształcącym, po wydarzeniach kilku wiekopomnych, które na zawsze zmieniły oblicze gromady płazów. Mnie zdarzyło się być takim szczęśliwcem, przeto każda lekcja, opisana na Wielkim Planie literkami podobnymi, wzbudza we mnie wibracje rdzenia kręgowego, oraz nadwyrężenie otrzewnej. Dzisiaj zaś, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać, zostałem zaskoczony i przemielony przez młyńskie koło terroru iście jakobińskiego, jakie zafundowane nam zostało, przez naszą wiecznie zieloną pedagożkę, której to barwa nie przeszkadza specjalnie w pluciu żółcią i bazgraniu czerwonym pisakiem po śnieżnobiałych rubrykach zgniłozielonego dziennika. Po wejściu do sali z impetem, jakiego nie powstydził się Bruce Lee, i zażądaniu natychmiastowego dostarczenia dziennika, rozpoczął się terror. Zbieranie zeszytów z pracą domową (którą większość klasy posiadała w stopniu nikłym, bądź jakościowo porównywalnym do notatki z astrofizyki, sporządzonej przez wiejskiego masarza z Gwadelupy, przy pomocy oryginalnego dłuta Michała Anioła ze stoiska z pamiątkami, i to na dodatek na cielęcej skórze). W międzyczasie dwie osoby zdążyły odpowiedzieć ustnie, kiedy góra zeszytów przechylała się niebezpiecznie, dążąc do zetknięcia z miłościwą posadzką. Następnie wykonał zostany (to ze znerwicowania...) / został wykonany wyrok na wolnych wieczorach w najbliższym okresie, przez przytoczenie listy niezwłocznie mających być przeczytanymi lektur obowiązkowych i nadobowiązkowych, bez których znajomości Młody Humanista Humanistą zwać by się nie mógł, a przynajmniej nie powinien. A potem poszło już jak z płatka, wyłączając pracę domową na jutro dla chętnych (bo nie jest możliwe, żeby wszystkim nagle się zachciało). No. Analizując składnię przedostatniego zdania dochodzę do wniosku, że czas, abym już kończył ten nieszczęsny elaborat dygresyjno-opomstęwoławczy. Muszę czytać, pisać, szukać info i się nauczyć fizyki.

A na koniec...

KOCHAM SZKOŁĘ!


Żądam odszkodowania za życie...

2 komentarze:

Pasqui pisze...

dasz rade. Masz tu antypłazowego pokemona (siup!).
:*

Rafał pisze...

Prosta sprawa - sprywatyzować szkolnictwo i znieść MEN. I koniec problemów ze szkołą.