sobota, 28 kwietnia 2007

K.O.D.U.

Kretyński Odlot Dla Ubogich. Albo - Kreteński. Whatever, jak to mówią w reklamach glutowatych telefonów komórkowych. Jutro o siódmej będzie miał miejsce ów Odlot, w związku z czym o 4:30 znajdować się będę musiał na okęcim lotnisku. Może mnie zobaczysz... albo chociaż poczujesz przez sen, kiedy przelatywał będę nad Twoim oknem, przez które już tyle razy wspólnie patrzyliśmy na niebo... Zostawianie Cię tutaj jest ostatnią rzeczą, którą chciałbym teraz zrobić. Teraz, i w ogóle. Ale wiadomo przecież, że nie wszystko zależy tylko od nas, i od naszych planów na dzisiaj, i na Jutro.

Jutro mnie nie będzie. Przez parę dni nie będzie mnie wcale. Mimo to - będę cały czas. Żeby nie było, że pieprzę głupoty, jest to wypowiedź oksymoroniczna. Ale Ty wiesz, że między nami jest coś, co wywraca cały świat na lewą stronę, prawda? Budził się będę myślą o Tobie. A może - Twoją myślą o mnie? Może chociaż jej strzępkiem, przesłanym kanałem bezpośrednim "M-K", sygnałem alarmowym, nieprzerwanym impulsem, darmową infolinią tej naszej pięknej Miłości? Na pewno. Nasz metaforyczny symultaniczny zapchlony czworonóg nie zaśnie nawet wtedy, kiedy będę trochę dalej, niż 20 km od Ciebie. Jestem tego pewien. :) Nie zapomnę o SMSach ratunkowych i pamiętliwych sygnałach na dwa "pip-pip", kiedy będzie mi najbardziej tęskliwie.

Jutro mnie nie będzie. Za to Jutro będzie nasze wspólne. Oboje to wiemy, nie od Dziś.

Kocham Cię Marta.

Przywiozę Ci uroczy koszyk muszelek. :)


---

Tak, i Resztę znajomych też pozdrawiam. :]

1 komentarz:

Pasqui pisze...

czekam. ogromnie czekam.
Na Ciebie :*