piątek, 27 kwietnia 2007

dummy

Dawno już miałem coś napisać, za każdym jednak razem widok tego białego okienka przypominał mi, że coś jeszcze mam do zrobienia, że czegoś jeszcze się nie nauczyłem, że nie mam o czym pisać i że życie w gruncie rzeczy jest nudne. Teraz jednak doszedłem do wniosku, że najwyższa pora zanudzić kogoś na bolesną śmierć, toteż, zważywszy, że mam już 4 linijki tekstu w edytorze, dokończę pisać ową notkę.

Gdybym miał powiedzieć, że kiedykolwiek w życiu przeżyłem doskonały dzień, to powiedziałbym, że dzień ten był dniem dzisiejszym. Urywka z lekcji zaowocowała tym, że spędziłem dużo czasu z M. Dużo, choć i tak za mało... Ale chyba nie warto słuchać kogoś zakochanego do szaleństwa, mówiącego o upływie czasu. :) Było cudownie. Bliskość ukochanej osoby jest jedynym przyswajalnym przeze mnie środkiem uspokajającym (chyba że mówimy o ziołowych tabletkach na stres przed Debatami Okswordzkimi). Myślenie o przyszłości jeszcze nigdy nie było tak piekne.

Po tym idyllicznym krajobrazie doznałem nerwa na polską służbę zdrowia, i lekcji gitary doznałem też. A co do gitary, to duet instrumentalny Antonina & Krzysztof musi jeszcze poćwiczyć, zanim zacznie dawać recitale (pozdrawiam!). ;)

Poza tym - rozwalił mnie 18 odcinek LOST i muszę iść stąd, więc nie mam czasu pisać.
Jutro będzie podsumowanie przeddepartacyjne.

Kocham Cię, Marta.

1 komentarz:

Pasqui pisze...

Tosziba też pozdrawia :)
Kocham. Bardzo.Bardzo. Bardzo. Ostatnie 3 dni z Tobą to taki Tryptyk Doskonałości - doskonała noc w środę, doskonałe popołudnie we czwartek i doskonały ranek(+popołudnie gratis;) dziś. Pięknie.