czwartek, 12 kwietnia 2007

Wycinek

Dzisiejszy dzień był suchy, duszny i śmierdzący. Moja wrażliwa cera nie wspomina go przyjemnie.

To był idiotyczny wstęp dla ustawienia nastroju, więc przechodzę do meritum, ad rem, ergo sum i kosmaty homunculus. Zabiłem dziś kobietę | piłką (jakąś | do siatki), jak graliśmy w rybę na boisku. Pobiegałem dookoła jak świrus i czułem się z siebie zadowolony. Na filozofii doszliśmy do absurdu i się ucieszyłem, co spotkało się z uznaniem pani BBB. Na pol-cuskim pisałem na tablicy i dobrze mi z tym, zaś na pol-skim zgłosiłem szczęśliwy numerek (ustawiony nielegalnie u właściwych ludzi przed lekcjami) i nie było płaza we wsi. Dzisiaj poćwiczę skalę bluesową i sobie rozniszczę palce. A jutro pójdę na spacer. Ściągam nielegalnie 16 odcinek serialu o owocach tropikalnych z Internetu i pies pogryzł dziecko. KONIEC!

(nie było dwa razy "szakale"?)

2 komentarze:

Pasqui pisze...

siup! wariatuńcio.

Rafał pisze...

"No co? Jak szakalowie?" :D
A mnie dziś w Wilanowie jakaś baba kazała czekać 10 minut w skleppie, kiedy chciałem kupić coś do picia - jej synuś nie mógł się zdecydować, czy chce loda na patyku czy gałkowego. "To jest, ten, Super-Smak, lubisz taki?" Rrwa.
No, musiałem to z siebie wyrzucić :D