środa, 11 kwietnia 2007

Przychlast

Jeśli pierwszy dzień w szkole, po świętach, z racji matematycznej poprawy sprawdzianu, o której ani widu, ani słychu wcześniej mi nie było, może zostać rozbabrany w stopniu znaczącym, to cholera człowieka raczy brać i stosunek do życia zmienia się z pozytywnego na rozkurwiczny. Niepowodzenie jest o tyle dobijające, że wpływa silnie na całą moją psychikę i przez to wszystko, na co dotychczas patrzyłem z nadzieją i bez specjalnych obaw staje mi przed oczami jako straszny twór, którego bać się zaczynam i w trwodze dygoczę, skulony na tapczanie. Wszechobecne zło się na mnie rzuca i nadziei na przyszłość nie widać. Przerażająco się czuję. Każdy dzień jest naszpikowany podstępnymi wnykami szkolnych i życiowych pułapek, które tylko czyhają, aby zatrzasnąć się ze zgrzytem na karku biednego ucznia. To wszystko, wszystko, wszystko, wszystko jest tak porąbane, że nie mam siły. Internet muszę ograniczyć do mini-mini, bo chociaż wspólnota niewiedzy, uskuteczniana na GoogleTalku jest bardzo pocieszająca, bo w kupie siła, i w grupie raźniej, to jednak powinienem dołączać do tych, którzy coś wiedzą jednak, żeby nie mieć przesrywu niepolepszalnego. Straszno mi. Życie jest za trudne, żeby je wyżyć.

---
Z okazji smutku i żałoby z racji żywota, na blogasku zamieszkał Emo-Miś.

1 komentarz:

Rafał pisze...

Łączę się w bólu. Zwłaszcza jeśli chodzi o matmę.
Zauważyłeś postępującą emo-izację w naszym męskim gronie klasowym? Taki duży, taki mały może mroczny być. Cholerna nibywiosna.