poniedziałek, 9 kwietnia 2007

Święta

Było trochę tego.

Była godzina zastanowienia. Była godzina obżarstwa. Była godzina tęsknoty. Te święta były nieco podobne do IV części "Dziadów" Mickiewicza...

Wróciły mi sny. Tak... dziwnie. Nie śniłem o niczym od bardzo dawna, z rzadkimi wyjątkami. A teraz, tak nagle, pojawiły się. Brunatne, rozmazane porankiem sny o niebywałych zdarzeniach, ciężko rozpoznawalne po otwarciu powiek. Intensywne, męczące, smakujące jak pasta z tuńczyka, ale nowe, niewyśnione i zupełnie nieprawdopodobne. REM i młócenie kołdry powracają? Ciekawe.

Trochę krótka ta przerwa świąteczna, chociaż stosunkowo długa. Pusto mi w domu i nieżywotnie. Jestem miastofilem, ludziofilem i paskofilem. Nie mogę siedzieć w domu tylko z rodzinką, bo to mnie rozwala na kawałki i się nie nadaję do niczego. Bleeeeaaaauuuh.

Ponadto ujawniły się we mnie skłonności do popadania w stan innej świadomości z objawami myślenia, awersji do prostoty, oraz tajemniczej kontemplacyjności. Wygląda to mniej-więcej tak (tak mi się zdaje), że kroczę ulicą, zastanawiam się głęboko, marszcząc czoło, bądź spoglądając w niebo, skrywam oblicze pod nawisem porąbanych włosów i krzywię się na widok rozchichotanych dziewcząt, bądź osób używających niepoprawnych struktur gramatycznych, bądź usłyszawszy jakiś naiwny, czy po prostu głupi tekst. Czy będą ze mnie wielcy ludzie?

Także tak wyglądają ostatnie chwile mojego życia. Dotychczasowego!

1 komentarz:

Pasqui pisze...

Hoho...interesujące:) mój dzisiejszy sen - wąż boa obrośnięty brązowym futerkiem jak wydra :P