sobota, 19 kwietnia 2008

Spisek

Tak nic nie piszę, nie wymyślam, nie tworzę, nawet nie bzdurzę na blogasku, bo, prawda, nie mam na to czasu, co wynika z mojego PEŁNEGO zaangażowania w INTENSYWNĄ naukę, która UMOŻLIWI mi EFEKTYWNE przyswojenie WIEDZY, w celu DOSKONAŁEGO zdania EGZAMINU dojrzałości. JEDNAK, czy jest to dobra taktyka? Co, jeśli, opuszczając się w pilności w prowadzeniu internetowego pamiętnika, zatracę swój niepowtarzalny styl pisania, niesamowitą łatwość w konstruowaniu zdań wielokrotnie złożonych, zapomnę podstawowe zasady ortografii i interpunkcji, jak również pogrzebię na wieki swoją niebanalną kreatywność? Nie! Tak się stać nie może! Ludzkość, Nauka, Literatura, Społeczeństwo, Rodzina, Polska, Europa, Świat! One na mnie liczą, na moje wiekopomne dzieła literackie, których egzemplarze opluwać będą śliną niezliczone rzesze oddanych Czytelników, w atakach histerycznego śmiechu przez łzy, wywołanych refleksją, do której pobudzać je będą głębokie a zawoalowane przesłania moich dzieł! Świat nie postąpi tego koniecznego kroku naprzód, ku wzajemnemu Zrozumieniu, Szacunkowi, Tolerancji, Miłości i Pokojowi bez bodźca, jaki stanowić będą moje publikacje!
Dlatego właśnie, mimo krwią nabiegłych oczu, mimo Losowi, zwróconemu przeciwko mnie, mimo wypadkom, katastrofom, cierpieniom, bolom i cieknącym ślozom - JA, Krzysztof, pozostanę wierny temu miejscu, temu skrawkowi gugielnego serwera, tej garstce bitów, którą dzierżawię całkowicie za darmo, tej enklawie, którą wypełniam dzień po dniu cząstkami swojej Duszy, wierny do zgonu, śmierci, zahamowania czynności życiowych, nieodwracalnego niedotlenienia mózgu i zatrzymania akcji serca! Nie osiądę jak pył z drogi gruntowej na przydrożnych laurach, lecz pisał będę, PISAŁ, póki mi się palce nie ułamą, a oczy nie spróchnieją, a mózg nie zmieni w ciecz szarawą, a penis nie zmięknie i nie oklapnie!

We mnie wiara, we mnie nadzieja, we mnie miłość!
We mnie wierzcie, mnie nadziewajcie, mnie miłujcie!
Rzędy dusz posiędę i w dwuszeregu schludnie ustawię!

Niech żyję! Zakrzyknij co sił, ludu wierny, bowiem Wasz Dobrodziej Wam błogosławi, i wieczny akompaniament Waszym poczynaniom zapowiódł!

Brokuł w jego herbie, a chuć w jego lędźwiach. Niech wszystko stworzenie zawrze swą wargę i ryj swój zamknie, aby odtąd spokój miał On, i miał on spokój zaprawdę. Za prawdę i mądrość, jakimi na Was się spuścił!

A teraz zmilknie On, czyli Ja, bo już dość durnot napierdolił. Amen.

--
(Kącik)

10 komentarzy:

alex pisze...

znowu paliłeś beze mnie :(

Pasqui pisze...

doskonałe;) po takiej Odzie do Krzysztofności musisz pisać dalej;)

kask pisze...

wlasnie sie opierdalam. czy to znaczy, ze nie zdam matury?

Krzysztof pisze...

najprawdopodobniej - tak. :D
nie można się uczyć cały czas, po prawdzie. Ty i tak jesteś obkuta jak tynk z Tuma pod Łęczycą. ;)

Krzysztof pisze...

a jak mi powiesz, że w Tumie pod Łęczycą nie było tynku, to nie będzie gabineciku.

kask pisze...

wlasnie mialam to powiedziec :D
ale nie znam sie na tynku, tam sa jakies polichromie, a podejrzewam, ze na tynku wlasnie je robili, wiec chyba jednak sie powstrzymam od pochopnych sadow.
a z gabinecikiem musimy sie pospieszyc, bo, kurde, jeszcze tydzien i go na oczy nie zobaczym o_O

(poza tym Tum to zajebista sprawa, takze na tle historycznym! no dobra, juz - -")

Krzysztof pisze...

Tum. TUM TUM, tam taM, TuM, tAm!

mała pisze...

dziękuję za kącik i rozbawienie mnie przed powrotem do historii.

lady aldonna pisze...

pierdolić historię i historię sztuki też!

lady aldonna pisze...

i wszelkie tynki polichromowane również niechaj gęś kopnie w tłusty zad.