środa, 2 kwietnia 2008

Pismactwo

Stwierdziłem, że jeśli coś tu napiszę, to z pewnością polepszy się mój stan umysłowy, bo w końcu stworzenie jednego z bezcennych postów na NeoNonsensie wymaga niebanalnej inteligencji, wysiłku umysłowego i głębokich przemyśleń. Toteż piszę. Piszę o tym, co mi ślina na język przyniesie, które to powiedzenie należałoby przeparafrazować tak, aby odpowiadało realiom publikacji internetowych, jednak nikomu się to jednak dotychczas nie udało, podejmowane próby były żałosne, a Ci, co nie próbowali, po prostu mają ten problem w dupie. Takoż ja zlekceważę owo zagadnienie, bo nie mogę przecież zużyć większości mojego potencjału intelektualnego na rozpoczęcie posta (a wszyscy wiemy, że post, jak każda forma wypowiedzi pisemnej, powinien składać się z trzech graficznie wyodrębnionych części, jakimi są: wstęp, rozwinięcie i zakończenie). No, załóżmy, że tyle obiektywnie wystarczy, tytułem wstępu.
Ostatnie dni są dniami niezwykłymi. Pewnie wszyscy tak mają, w obliczu zbliżającej się matury. Zresztą nieważne. Samouctwo maturalne utrudniają inne rzeczy, takie jak zaliczenia z jednych, czy innych przedmiotów, aby poprawić ocenę na Świadectwie Maturalnym, recytacje z pamięci Aurea prima, i takie różne. Utrudniają, nawet jeśli się nie robi niczego, by coś zaliczyć / wyrecytować - po prostu są, gnieżdzą się gdzieś w głowie i nie pozwalają spać spokojnie.
A propos spania - tego ostatnio jest deficyt. Ku swojemu niezadowoleniu i przerażeniu, moja godzina zasypiania przesuwa się powoli z północy na pierwszą nad ranem. To niedobre i niezdrowe. Wczoraj na przykład przygotowywałem materiały z WOSu dla mojej ukochanej grupy tajnych kompleciarzy, co przedłużyło się do godziny w pół do pierwszej, kiedy to z ulgą i po wielkich męczarniach wreszcie zakończyłem prace. Muszę się starać zasypiać wcześniej, bo sen w godzinach 1:00 - 6:00 jest zdecydowanie za krótki. Dzisiaj na przykład mój wewnętrzny Krzysztof się zbuntował i wyłączył budzik, jak spałem. Z tego to powodu prawie się spóźniłem do szkoły (zaspany czas nadrobiłem tylko dzięki łamaniu kodeksu drogowego i przegrzewaniu Poldka) na WueF, który jest dla mnie niezwykle cenny i ważny, jako jeden z niewielu ośrodków rozruchu w moim marazmatycznym pożyciu. Drzemki w ciągu dnia, planowane, jak dawniej, na pół godziny, rozwlekają się do godzin, albo i półtoragodzin, co jest okropne i przerażające. Trzeba z tym skończyć i trzymać się w ryzach, aby życie, stojące przede mną otworem, nie zatrzasło się z hukiem i zgrzytem zasuwanych zasuw.
Wojskowa Komisja Uzupełnień się o mnie upomniała. Zebrałem wszystkie dokumenty, dotyczące moich skrzywień, ślepot i ułomności, i udałem się na rozprawę, z poczuciem, że nic złego spotkać mnie nie może. W poczekalni czytałem podręcznik z historii, licząc na to, że zdążę na sprawdzian, a właściwie, to bardziej licząc, że nie zdążę, tylko sprawdzając, czy jednak zdążę, czy nie. Rejestratorka bardzo chciała wiedzieć, czy mam brata i ile ma lat, czy się czymś interesuję, czy mam prawo jazdy, jakimi szprecham językami i jaki mam patent żeglarski. Doktor Lekarz bardzo chciał wiedzieć, czy nerka mnie boli, jakie mam ciśnienie, a pani pielęgniarka zmierzyła mi obwód klatki piersiowej (straszny obciach...). Potem stwierdzono, że jestem jak najbardziej zajebisty i że Wojsko Polskie z radością powita mnie w swoich szeregach. W poczekalni spotkałem chłopaka, z którym pogadałem o maturze z historii, o prezentacji z polskiego, czyli o TOP TEMATACH ostatnich dni i tygodni, i w sumie nawet się ucieszyłem. Zobaczyłem też znajomego z klasy z gimnazjum, który z przygrubego piłkarza zamienił się w szczupłego ćwierć-emo chłopca. Strasznie się zdziwiłem. W książeczce wojskowej wpisano mi kategorię A (na motocykle?) i wypuszczono do domu, za późno, by napisać sprawdzian.
BB znalazła jednak sposób, żebym jednak ów sprawdzian napisał, więc kiedy nastawienie sprawdzianopisarskie już ze mnie wyparowało, ona stwierdziła, że napiszę go na następnej lekcji. Głodny, zmęczony, wsłuchany w omawianie sprawdzianów ze średniowiecza klasy 1b (chyba), czując się jak na nieświadomce, pisałem o II wojnie i pomnikach na Westerplatte, o których mówił mi kolega Witek, który też pisał w drugim terminie. Czy warto było mu wierzyć? Okaże się. Moim błędem było czytanie informacji, a nie oglądanie obrazków. Cóż, taki dostałem podręcznik, który mnie zaciekawił (Garlicki). Kolejnym moim błędem, cyklicznym, z którego jednak nie wyciągam żadnych wniosków (prawie), było za późne rozpoczęcie nauki. Więc dzisiaj, przed wypracowaniem, którego się boję, jeszcze będę musiał powtórzyć. Co więcej, jutro powinienem też zaliczyć 2. połowę XIX wieku na WOK. No i nauczyć się na pamięć Aurea prima. WOK ma jak na razie priorytet najmniejszy. Nie będzie łatwo, słowo daję...
Dzisiejsza drzemka trwała od 12:00 do 14:00 (w sumie nie była drzemką, tylko przewracaniem się na łóżku, jednak było przynajmniej miękko i ciepło). Teraz jestem głodny, ale chyba to zlekceważę i się będę uczył, po prostu.
Ładna pogoda, która czasami się zdarza, nie cieszy. Ta matura niszczy mnie od wewnątrz.
A Marta, którą chcę zabrać do Chińczyka na pradze, nie ma czasu, bo pracuje, albo studiuje. Dzielna dziewczyna. Ale ja chcę z nią do Chińczyka. ;(

Napociłem się już. Nikomu się nie będzie chciało teraz tego czytać. Ech, co za dylematy. Każdy dzień niesie nowe problemy. :(

Pozdrawiam, Wszyscy!

--
Kącik Gratulacji

Gratuluję:
- Zielowi - za plan ramowy
- Rafałowi - za plan ramowy :D
- Matyldzie - za kamuflowanie płaszcza wśród tapicerki
- Kaskowi - za matmę
- Aleksowi - za Złotą Bramkę :P

5 komentarzy:

kask pisze...

o, mam gratulacje. tylko powod jakis chujowy. nastepnym razem bardziej sie postaram ;D

Rafał pisze...

E, już dwie osoby przeczytały, nie jest tak źle ;)
Wiesz, został miesiąc tego wszystkiego, więc trzeba się spiąć, zebrać i przerzucić do matury. Bywało gorzej (np Boss+zęza) więc uszy do góry :>

Pasqui pisze...

no staram się być dzielna. trzeba najpierw się napracować, żeby zostać Kobietą Rezonansu i jednocześnie Kobietą Krzysztofa. I pamiętaj, że to drugie jest priorytetem, nie zależnie od tego ile mam czasu. Z radością ucieknę jutro z angielskiego:*

alex pisze...

ej, a mój plan ramowy to co? :D:D:D

mała pisze...

chujowy.

ps. kącik. kącik. kąąąącik.