
Uczę się, uczę, uczę. Robię notatki. Reguluję strumień powietrza przepływający przez moje mieszkanie, otwierając i zamykając okna w poszczególnych
izbach. Kiedy zaczynam zasypiać, włączam jakąś
melodię, aby utrzymywała mnie przy świadomości. Jak już parceluję sobie czas, żeby się chwilkę zdrzemnąć, to zaczynam mieć sporadyczne skurcze mięśniowe i śni mi się
trzęsienie ziemi, co w sposób nieunikniony prowadzi do rychłego przebudzenia. Zajmuję się także gryzieniem kabanosów i zasysaniem wody mineralnej i Pepsi Twist, która smakuje tym razem wyjątkowo obrzydliwie. Zaczynam gadać do siebie.
Niech żyję!
A pogoda zachęca do spacerów... :(
4 komentarze:
u mnie DOKŁADNIE to samo :/
Też Ci się śnią trzęsienia Ziemi?
Oszkurwa, Rafałku. Może to po prostu podświadoma potrzeba kołysania i bujania, czyli choroba lądowa? :P
Dopsz bujam, więc częsienie mi nie poczebne. A do snu kołysze mnie Mistrz Polikarp razem ze Śmiercią i Kazimierzem Wielkim podbijającym Halycz.
Zajebisty zestaw, Panie Mahmudzie! O, przepraszam... ><
;)
Prześlij komentarz