Środki komunikacji miejskiej są niezgłębioną skarbnicą doświadczeń, tak potrzebnych młodemu człowiekowi do harmonijnego rozwoju i nabycia umiejętności swobodnej interakcji z otoczeniem. W tych jednak niezgłębionych Składnicach Osobowości niejednokrotnie zetknąć się możemy z naruszeniem naszej osobistej przestrzeni życiowej (skromnej, własnej, unikalnej - żeby nie było jakichś nacjonalistycznych skojarzeń), czy to pod względem naporu fizycznego, czy też - ucisku psychicznego / sensualnego. Bycie spłaszczonym przez obcych ludzi, o ile nie jedzie im z mordy (z mórd?) albo nie próbują przyswoić naszego organizmu jako dodatkowej tkanki w okolice barku/łokcia/ramienia nie jest jeszcze najgorszym, co może nas spotkać w czasie podróży z A do B. Zdecydowanie niebezpieczniejsze dla naszej stabilności psychicznej jest konieczność przebywania z jakimś ogorzałym i cuchnącym żulem na niewielkiej przestrzeni. Czasami nawet kojące dźwięki płynące ze słuchawek nie są w stanie przezwyciężyć gwałtu, jaki ów osobnik czyni na naszych receptorach węchowych. Na szczęście - w takich sytuacjach niejednokrotnie znajdzie się ktoś, kto zdecydowanym działaniem zakończy nasze nieme cierpienie. Dawno temu byłem świadkiem zdarzenia, które na długo pozostało w mojej pamięci... Otóż, do tramwaju wkroczył arcyjebiący menel. Zniesmaczenie i wymowne otwieranie okien przez pasażerów nie robiło na nim wrażenia. Tymczasem zza jednej z poręczy dał się słyszeć głos dobitnej dezaprobaty, który wzmagał się wraz ze wzrostem natężenia żulerskiego jebania. W końcu zgrzyt ów osiągnął punkt kulminacyjny. Krótko ostrzyżony Pan, przybrany w kurtkę skórzaną postanowił wziąć sprawę w swoje, że tak powiem, usta. Etapem pierwszym działalności Olfaktorycznego Bojownika było zmieszanie wyżej wymienionego menela, lecz bynajmniej nie emocjonalne, ale werbalne - z błotem. Po kilku soczystych minutach przyszła kolej na wyrzuty (zdanie mistrzowskie: "ja też nie jestem bogaty, ale myję się zawsze dwa razy dziennie!"), a następnie - na wyrzut - bezpośredni, bo z tramwaju (po uprzednim przykazaniu motorniczemu, ażeby natychmiast się zatrzymał).
Taka była mądrość Pana w Skórze.
Innym żywiołem tramwajowo-autobusowym są zawsze Staruszki, które gotowe są zrobić WSZYSTKO, ażeby znaleźć sobie wolne miejsce siedzące. Nie szczędzą one łokci, kolan i torebek, ażeby dorwać się do ochłapu profilowanego plastiku, na którym mogłyby spocząć w chwale. Kiedyś wielce się tym burzyłem. Teraz - mam swój sposób. Albo czytam książkę z ryjem głęboko zatopionym pomiędzy okładkami, albo słucham słuchawek i wpatruję się tępo w jeden punkt za oknem, lub też zamykam oczy (proste?), albo też - kiedy mam najbardziej mściwy i zarazem - najlepszy nastrój (stan naturalny :]) - znajduję sobie w autobusie miejsce, na którym mógłbym usiąść (a nikt inny nie siada, bo się wstydzi/to dziecinne/to nie miejsce do siadania), na przykład przestrzeń wolną, wynikająca z niezbyt dopracowanego projektu autobusu, siadam na nim, odpalam słuchawki na maxa i przeradośnie wierzgam swoimi buty, nie zważając na tor ich lotu. Po co słuchawki na maksa? Sprawdzają się doskonale przy tłumieniu odgłosów protestu... :>
Pozdrawiam wszystkich podróżujących środkami komunikacji miejskiej, i Symul~, która mnie do owego wypotu zainspirowała. :)
Taka była mądrość Pana w Skórze.
Innym żywiołem tramwajowo-autobusowym są zawsze Staruszki, które gotowe są zrobić WSZYSTKO, ażeby znaleźć sobie wolne miejsce siedzące. Nie szczędzą one łokci, kolan i torebek, ażeby dorwać się do ochłapu profilowanego plastiku, na którym mogłyby spocząć w chwale. Kiedyś wielce się tym burzyłem. Teraz - mam swój sposób. Albo czytam książkę z ryjem głęboko zatopionym pomiędzy okładkami, albo słucham słuchawek i wpatruję się tępo w jeden punkt za oknem, lub też zamykam oczy (proste?), albo też - kiedy mam najbardziej mściwy i zarazem - najlepszy nastrój (stan naturalny :]) - znajduję sobie w autobusie miejsce, na którym mógłbym usiąść (a nikt inny nie siada, bo się wstydzi/to dziecinne/to nie miejsce do siadania), na przykład przestrzeń wolną, wynikająca z niezbyt dopracowanego projektu autobusu, siadam na nim, odpalam słuchawki na maxa i przeradośnie wierzgam swoimi buty, nie zważając na tor ich lotu. Po co słuchawki na maksa? Sprawdzają się doskonale przy tłumieniu odgłosów protestu... :>
Pozdrawiam wszystkich podróżujących środkami komunikacji miejskiej, i Symul~, która mnie do owego wypotu zainspirowała. :)
1 komentarz:
a ja jestem dobra dla meneli, w ogóle jak to symul~ mam dobre serce dla wszelkich indywiduów, i jak siadają obok mnie to nos zatykam i dzielnie wytrzymuje. to chyba masochizm. bo obok mnie zawsze siadają menele albo baby.
dzięki za tę ożywczą wariację na temat :>
Prześlij komentarz