wtorek, 2 października 2007

Ranność

Ranność, jak ranność, od 8:00 tarzałem się po łóżku, nie mogąc wstać i nie mogąc zasnąć porządnie. Taki nieprzyjemny to dosyć stan i kiepsko robi na cerę. Zaraz zabieram się za śniadanie i ostatnie ćwiczenia jazdomyślne. Będzie dobrze, nie ma bata.
Wczorajsze wyniki:
1. 17/18 | 2. 18/18 | 3. 18/18 |
4. 18/18 | 5. 17/18 | 6. 18/18 | 7. 17/18

Jestem z nich zadowolon, wszystkie losy wygrywają. :) Oby dzisiaj też tak było...Cóż. Chciałem jeszcze podzielić się refleksją następującej treści: jeżeli ktoś postanawia robić imprezy w dniu niedzielnym, to chyba z lekka go powaliło. Rozumiem, że koszty wynajęcia jakiejś miejscówki są droższe, ale na pewno niewiele droższe, niż np. wynajęcia tej miejscówki w czwartek, albo kiedyś, a wolałbym zdecydowanie być niewyspanym przez dwa dni w tygoniu, niż przez pięć. Tak więc - olewamy imprezy niedzielne, dzieci. Zdecydowanie.

Czas.

Brak komentarzy: