Wpieprzam bezceremonialnie kruche ciasteczka. Lampię się w monitur, zza którego wystają jakieś śmieszności. Słucham losowo wybranych Dire Straitsów i trafiam na piosenkę, której jeszcze nie odkryłem w swoim muzozbiorze, a w której Knopfler brzmi jak pijaniawe lamusiątko. Urocze. :) Telefon właśnie przypomniał mi, że jutro o tej porze będę pisał egzamin teoretyczny na prawo jazdy. Jakoś specjalnie się nie denerwuję, bo to nie takie trudne, a ja zostałem na tylnym siedzeniu poczęty (tak właściwie, to tylko tak przypuszczam, ale wstydzę się zapytać). Żeby tak mieć w końcu to cholerne prawo jazdy! Teraz na przykład układam w głowicy plan, jak by tu zapytać rodziców, czy by mi nie pozwolili pójść w piątek za 2 tygodnie na maraton filmów Tarantino, z premierowym seansem Grindhouse 2, o 22:00... Brzmi to strasznie, jak się tak popatrzy... Ale muszę ich przekonać, bo inaczej będę się czuł jak wywłok i niekompletnie, co z pewnością zaciąży na całym moim życiu prywatnym i zawodowym. A gdybym miał prawko - nie musiałbym się bać, że mnie dresy napadną, zgwałcą i pobiją, tylko bym se kulturalnie wpierdolił się do fury i spierdolił hen, aż pod garażyk. A tu łaska-niełaska i sprawy natury parentalno-organizacyjnej. Kiepsko, cóż. A jakbym miał samochód, to i bym mógł M. odwieźć do Piaseczna i by nie było kłopotów ze strony jej rodziców... Ech, samochód - rzecz potrzebna.
Myślę, że jutro pozbawię się szkoły na własne życzenie. Porobię sobie jeszcze teściki. A co!
Tak. Ciasteczka się skończyły. Skoczę po popcorn.
Biedaczka M. doznała szoku na wieść o nagłej zmianie planu na jej uczelni, zupełnie niespodziewanej i zupełnie chujowej. Nie wiem jak to wszystko działa, ale jeśli w dniu rozpoczęcia roku akademickiego studenci dowiadują się o tym, że plan, wedle którego układali sobie zajęcia dodatkowe i generalnie - plan życia - zostaje unieważniony i że mogą sobie nim podetrzeć swoje studenckie zady, to chyba nie najlepiej to świadczy o tej uczelni, nie?
Zafunduję sobie drzemkę, bo głowica mi nie pracuje jak należy.
Tak, jutro zdecydowanie będzie przerwa w edukacji szkolnej.
Grunt, to się nie przeciążać.
Myślę, że jutro pozbawię się szkoły na własne życzenie. Porobię sobie jeszcze teściki. A co!
Tak. Ciasteczka się skończyły. Skoczę po popcorn.
Biedaczka M. doznała szoku na wieść o nagłej zmianie planu na jej uczelni, zupełnie niespodziewanej i zupełnie chujowej. Nie wiem jak to wszystko działa, ale jeśli w dniu rozpoczęcia roku akademickiego studenci dowiadują się o tym, że plan, wedle którego układali sobie zajęcia dodatkowe i generalnie - plan życia - zostaje unieważniony i że mogą sobie nim podetrzeć swoje studenckie zady, to chyba nie najlepiej to świadczy o tej uczelni, nie?
Zafunduję sobie drzemkę, bo głowica mi nie pracuje jak należy.
Tak, jutro zdecydowanie będzie przerwa w edukacji szkolnej.
Grunt, to się nie przeciążać.
1 komentarz:
Nie zbyt kokosowo. Ale jeśli AZS mnie przyjmie, to i tak piątki będą dla Ciebie:*
Prześlij komentarz