Jakby nie patrzeć - życie ssie. Nie życie w sensie biologicznym, bo jest ono całkiem spoko, ale życie w sensie bardziej społeczno-stratyfikacyjnym. Kimkolwiek się jest; uczniem, nauczycielem, robotnikiem, stolarzem, premierem, koparką, czy ogórkiem - przez całe życie (calutkie) jest się komuś podległym. Zależnym. Po pierwsze od rodziców. Po drugie od nauczycieli, dyrekcji, wychowawców. Po trzecie od pracodawców, dyrektorów, kierowników, prezesów i wszelakiej innej maści zwierzchników. Po czwarte od kierowców autobusów, motorniczych, drogowców i sygnalizacji świetlnej. Po czwarte od policji i straży miejskiej. Po piąte od rządu, sejmu, senatu itepe. Po szóste od sądów. Po siódme od konstytucji, ustaw i rozporządzeń. Generalnie - cały czas. Nie?
Nie zawsze zatem można czynić to, na co się ma zupełną ochotę. Nie można zachowywać się swobodnie, nie można się nie spieszyć, nie można beztrosko rzucać kurwami w chwilach słabości, nie można przechodzić na czerwonym świetle, mimo że nic nie jedzie, nie można pisać, czego się chce (chyba że w niecenzurowanym Internecie, jak ten, chociaż też nie zawsze, bo komuś może się to nie spodobać, albo rodzice mogą zainteresować się twórczością swojego dziecka), nie można spać po wschodzie słońca latem, a przed wschodem - zimą, nie można wybudować sobie domu z drewna.
Bo w pewnych sytuacjach nie wypada, bo można nie zdążyć, bo to wulgarne, bo to niezgodne z prawem, bo to niepoprawne politycznie i nieschematyczne, bo spóźnię się do szkoły, bo nie ma pieniędzy.
Uprawianie wolnych zawodów też nie jest zupełnie swobodne, bo niektóre ustawy i akty prawne są bardziej ograniczające niż powinny, i nie ma to nic wspólnego z moralnością i praworządnością - po prostu ktoś o dość przeciętnych możliwościach intelektualnych złożył swój podpis w wyznaczonym miejscu i nie można, koniec.
Czasami wkurwia to bardziej niż zwykle.
Jak się z tego wygrzebić? Nijak.
Miłego wieczoru.
Nie zawsze zatem można czynić to, na co się ma zupełną ochotę. Nie można zachowywać się swobodnie, nie można się nie spieszyć, nie można beztrosko rzucać kurwami w chwilach słabości, nie można przechodzić na czerwonym świetle, mimo że nic nie jedzie, nie można pisać, czego się chce (chyba że w niecenzurowanym Internecie, jak ten, chociaż też nie zawsze, bo komuś może się to nie spodobać, albo rodzice mogą zainteresować się twórczością swojego dziecka), nie można spać po wschodzie słońca latem, a przed wschodem - zimą, nie można wybudować sobie domu z drewna.
Bo w pewnych sytuacjach nie wypada, bo można nie zdążyć, bo to wulgarne, bo to niezgodne z prawem, bo to niepoprawne politycznie i nieschematyczne, bo spóźnię się do szkoły, bo nie ma pieniędzy.
Uprawianie wolnych zawodów też nie jest zupełnie swobodne, bo niektóre ustawy i akty prawne są bardziej ograniczające niż powinny, i nie ma to nic wspólnego z moralnością i praworządnością - po prostu ktoś o dość przeciętnych możliwościach intelektualnych złożył swój podpis w wyznaczonym miejscu i nie można, koniec.
Czasami wkurwia to bardziej niż zwykle.
Jak się z tego wygrzebić? Nijak.
Miłego wieczoru.
1 komentarz:
to boli. a najgorsze są ograniczenia, pod którymi nikt się nie podpisał! one po prostu są, i cholera bierze...np. czas i przestrzeń. albo brak sensownych butów w sklepie ;/
Prześlij komentarz