czwartek, 11 października 2007

Life is siusiaky

Jakby nie patrzeć - życie ssie. Nie życie w sensie biologicznym, bo jest ono całkiem spoko, ale życie w sensie bardziej społeczno-stratyfikacyjnym. Kimkolwiek się jest; uczniem, nauczycielem, robotnikiem, stolarzem, premierem, koparką, czy ogórkiem - przez całe życie (calutkie) jest się komuś podległym. Zależnym. Po pierwsze od rodziców. Po drugie od nauczycieli, dyrekcji, wychowawców. Po trzecie od pracodawców, dyrektorów, kierowników, prezesów i wszelakiej innej maści zwierzchników. Po czwarte od kierowców autobusów, motorniczych, drogowców i sygnalizacji świetlnej. Po czwarte od policji i straży miejskiej. Po piąte od rządu, sejmu, senatu itepe. Po szóste od sądów. Po siódme od konstytucji, ustaw i rozporządzeń. Generalnie - cały czas. Nie?
Nie zawsze zatem można czynić to, na co się ma zupełną ochotę. Nie można zachowywać się swobodnie, nie można się nie spieszyć, nie można beztrosko rzucać kurwami w chwilach słabości, nie można przechodzić na czerwonym świetle, mimo że nic nie jedzie, nie można pisać, czego się chce (chyba że w niecenzurowanym Internecie, jak ten, chociaż też nie zawsze, bo komuś może się to nie spodobać, albo rodzice mogą zainteresować się twórczością swojego dziecka), nie można spać po wschodzie słońca latem, a przed wschodem - zimą, nie można wybudować sobie domu z drewna.
Bo w pewnych sytuacjach nie wypada, bo można nie zdążyć, bo to wulgarne, bo to niezgodne z prawem, bo to niepoprawne politycznie i nieschematyczne, bo spóźnię się do szkoły, bo nie ma pieniędzy.
Uprawianie wolnych zawodów też nie jest zupełnie swobodne, bo niektóre ustawy i akty prawne są bardziej ograniczające niż powinny, i nie ma to nic wspólnego z moralnością i praworządnością - po prostu ktoś o dość przeciętnych możliwościach intelektualnych złożył swój podpis w wyznaczonym miejscu i nie można, koniec.
Czasami wkurwia to bardziej niż zwykle.
Jak się z tego wygrzebić? Nijak.
Miłego wieczoru.

1 komentarz:

Pasqui pisze...

to boli. a najgorsze są ograniczenia, pod którymi nikt się nie podpisał! one po prostu są, i cholera bierze...np. czas i przestrzeń. albo brak sensownych butów w sklepie ;/