Pierwsza to jazda była od dwóch tygodni. Godzina nr 14,5. Wszystko zapowiadało się nieźle. Jednak nie mogło być dobrze. Pojawił się ten problem, co zawsze, czyli PIESI!! Jeeeezu, jak ja ich nienawidzę!!! Lezie taki ludek przez to swoje przejście i lezie, nie mogę za nim przejechać, tylko czekać muszę, aż zlezie, bo inaczej 8 punkcików i mandacik. Kurwa wasza piesza mać! Wiem, że sam przez większą część czasu jestem pieszym, ale teraz akurat gówno mnie to obchodzi! Poza tym, to jeszcze samochód mi zgasł dwa razy na ulicy. Chujnia, nie ma co. Nie mogę powiedzieć, żeby dzisiejsza jazda była udana... Ale nic, poprawię się. Muszę być odpowiedzialnym kierowcą, na którym można polegać w każdej sytuacji, bo inaczej to nie ma co siadać za tym zasranym kółkiem.
Chciałem także powiedzieć, że oprócz pieszych nie lubię jeszcze rowerzystów, skrzyżowań dróg równorzędnych, dziur w jezdni, zaparkowanych samochodów i ograniczeń prędkości. I dziwnych tworów skrzyżowaniopodobnych.
Muszę się napić soczku.

Chciałem także powiedzieć, że oprócz pieszych nie lubię jeszcze rowerzystów, skrzyżowań dróg równorzędnych, dziur w jezdni, zaparkowanych samochodów i ograniczeń prędkości. I dziwnych tworów skrzyżowaniopodobnych.
Muszę się napić soczku.

2 komentarze:
ooo żebyś mnie mógł wozić wszędzie:)
Trza być kierowcą żeby się wozić, nie ma rady. Ale za to potem można puścić sobie w samochodzie "Normalnie o tej porze" :D
Generalnie jest git. A co do jazd to wyluzuj, ja już nieomalże przejechałem bandę matek z dziećmi i skasowałem (prawie) oponę także tego :p
Prześlij komentarz