Już prawie!
Piękne, czerwcowe popołudnie. Onufry i Gwidon znajdowali się w lesie.
- Nufek, gdzie ty, olaboga, jesteś?*
- Tutaj, Widek, do ciężkiej obstrukcji!
- Gdzie, w sensie?
- Prawdę rzekąc, to znalazłem się w dołku.
- Och, cny kamracie, praw mi bez obaw, co Ci leży na sercu.
- Wspaniały mój przyjacielu, w owej sytuacji nie należy interpretować mojej wypowiedzi metaforycznie.
- Nie jestem pewien, czy rozumiem...
- Otóż, ni mniej, ni więcej, jeno wpiercoca-coliłem się w zajesylabistą dziurę w ziemi.
- Ach, rozumiem.
- No. Także tego.
- Przepraszam?
- Muszę przyznać, że liczyłem na jakąś reakcję z twojej strony.
- Ależ zareagowałem. Wyraziłem swoje zrozumienie, mówiąc "Ach, rozumiem".
- Owszem, ciężko się z tym nie zgodzić, zwłaszcza czytając transkrypcję owego dialogu, lecz ciągle mam skrytą nadzieję, że pomożesz mi się wydobyć z wyżej wymienionej dziury, co sprawiłoby, że nasza konwersacja stałaby się niewątpliwie bardziej swobodna.
- Chyba rozumiem, o co ci chodzi. Zatem, przystępuję do wyciągania.
- Przyjąłem, przystępuj.
- Uff...
- Och...
- Jeszcze trochę!
- Mocniej!
- Proszę, chwyć ją!
- Czy tak?
- Och, tak!!!
- Ach, dochodzę!
- Tak, czuję!
- Aaa...aaa.aaa...
- OCH!
- Nareszcie...
- Dziękuję ci. Sądzę, że to wydarzenie może w szczególny sposób scementować naszą przyjaźń.
- Miło mi, że tak uważasz. Też czuję się usatysfakcjonowany.
- Dobrze, skoro już jesteśmy na mniej-więcej podobnym poziomie, możemy przystąpić do czynności, którą zaplanowaliśmy na dzień dzisiejszy.
- Tak jest, przystąpmy więc doń w te pędy.
- Mówisz o tamtych trawach?**
- Tak, sądziłem, że może być to całkiem wygodne miejsce.
- Dobrze. Idźmy zatem.
- Tak. Skoro już tu jesteśmy, zaczynajmy.
Gwidon wyciągnął z kieszeni obcinacz do paznokci, podczas gdy Onufry zza pazuchy wyjął wymiętą karteluszkę z wybranymi wierszami Dimcza Debalianowa, cenionego bułgarskiego poety, tłumacza i satyryka.
- "Под нежний лъх на вечер ароматна,
пребулени със мек янтарен прах,
заглъхват в мир простори необятни,
че светъл ангел ръси сън над тях."
- Wyłamał mi się ten na dużym palcu u prawej stopy i wiele trudności sprawia mi wydłubanie tego ostrego kawałka...
-Последний стон на морний ден издъхва
на здрача във безшумните вълни...
- Gdybym tylko miał spawarkę, worek gipsu i tajwański długopis...
- Moja siostra w zeszłym roku podjęła pracę dyrektora podwydziału Sprężyn i Tycich Elementów Metaloplastycznych w jednej z tamtejszych fabryk. Może mógłbym poprosić ją o przysługę...
- Byłoby mi wielce miło, gdyby tak się stało... A kiedy mogę się spodziewać przesyłki?
- Sądzę, że za jakiś miesiąc.
- Ach, to niedobrze, niedobrze... A czy nie łatwiej byłoby kupić takowy w najbliższym kiosku?
- Skoro postanowiłeś ubliżać mi i mojej rodzinie, powrócę do uprzednio przerwanej czynności, "Невидимо крило над мен полъхва
и сладък глас зове ме в далнини."
- Wydaje mi się, że zrozumiałeś mnie opatrznie. Jednak nie jestem w nastroju, aby wyjaśniać ci nieścisłości w twoim rozumowaniu. Ja także wrócę do obcinania, mimo że nie jest mi łatwo.
- A tak w ogóle, to w jakim celu użyłbyś długopisu, gipsu i spawarki?
- To dziecinnie proste. Sprzedałbym je na pchlim targu i za zarobione pieniądze kupił sobie nowy obcinacz.
- Rzeczywiście, przemyślna to koncepcja.
- Niektórym mogłaby wydawać się nadto pokrętna.
- Ależ skąd, nie zamartwiaj się takimi sprawami.
- Dziękuję.
W tym momencie tekst ten staje się zbyt nużący dla Czytelnika, dlatego autor szybkim zabiegiem fabularnym kończy tę farsę.
- Czy to przypadkiem nie wagon wypełniony po brzegi węglem kamiennym leci w naszą stronę z zawrotną prędkością, Gwidonie?
- Wydaje się, że tak.
- Ała.
- Ała.
***KONIEC***
---
* Kluczem do zrozumienia szarady słownej, zastosowanej przez autora, jest interpretacja czasownika znajdować.
** Kluczem do zrozumienia tej sytuacji, z kolei, jest zapoznanie się z definicją pędu: Typowy pęd to nadziemna część rośliny złożona z łodygi, będącej osią pędu, oraz osadzonych na niej organów bocznych – liści. Liście osadzone są na łodydze w regularnych odstępach. Miejsca, z których wyrastają, są często węźlasto zgrubiałe (np. u traw) i nazywają się węzłami. Dzielą one łodygę na odcinki – międzywęźla.
1 komentarz:
hiihihihihihhhiiiiiiiihhiihisteryczny smiech portugalskiej krowy mlecznej.
Prześlij komentarz