Dzisiaj, to w wyniku silniejszego oddziaływania jakiejś skomplikowanej konstelacji gwiazd, czy to z racji ustawienia planet, czy to z racji jakichś tajemnych zabiegów BDTeamu - dzisiaj nastał dla mnie dzień zwierzeń i zlewu frustracji na NeoNka. No więc smutno mi i nieszczęśnie, jako że obowiązków, wydarzeń i zadań do wykonania przede mną multum, a czasu nie mam na nic. To jest ogólny zarys sytuacji, a teraz przystąpię do wyszczególnienia poszczególnych jej aspektów. Otóż - problemów i elementów stresogennych w czasie ostatnim jest dla mnie bez liku.
1. CAE, przedzielony niczym mieczem Salomona na 3 części:
- pisemną (za mną),
- ustną (jutro) i
- słuchową (w niedzielę);
2. lekcje gitary, na które nie mam się kiedy przygotowywać, a kiedy coś mi nie wychodzi, to się stresuję i mi smutno.
3. wyprawa do szpitala, na dziki zabieg, oraz potem - niewiadomy do końca czas rekonwalescencji
4. boli mnie gardło i wcale mi się nie podoba to, jak wygląda, a ojciec mnie straszy, że jak będę chory, to mnie nie przyjmą do szpitala, a potem będę miał 18 lat i już mi nie zrobią zabiegu i że mam za swoje i że niepotrzebnie piłem zimne napoje itp.
5. i z tego wszystkiego jestem brudny, spocony, niewyspany, mam pryszcza na nosie i w ogóle.
6. no i jeszcze jutro muszę poprawić biologię, na sam koniec.
Z tymi zaś punktami łączą się kolejne. Albowiem - są to powody, dla których nie mam zbyt wiele czasu na odpoczynek własny (zwany snem), ani też na odpoczynek kolektywno-towarzyski, w tym spotkania ze znajomymi, oraz spotkania z Ukochaną.
Nie mamy czasu dla siebie, co smuci i zasmuca nas oboje. Takie wypominki, na domiar złego, wzbudzają we mnie irytację. Wiemy jednak, że to nie nasza wina, i że nie mamy na to wpływu. I to, wbrew pozorom, wzbudza we mnie jeszcze głębszą frustrację, bo nie lubię nie mieć na coś wpływu, zwłaszcza, jeśli to coś ma tak duży wpływ na mnie...
No i generalnie chodzę podenerwowany, zmieniają mi się nastroje, słucham hip-hopu, irytują mnie ludzie i pewnie wpadnę pod samochód. Albo kogoś rozjadę. Tu zamieszczam przeprosiny dla pana Zbyszka, instruktora.
Idę sie wymyć, bo wreszcie zwolniła się łazienka...
Chociaż mniej śmierdział będę... :|
1. CAE, przedzielony niczym mieczem Salomona na 3 części:
- pisemną (za mną),
- ustną (jutro) i
- słuchową (w niedzielę);
2. lekcje gitary, na które nie mam się kiedy przygotowywać, a kiedy coś mi nie wychodzi, to się stresuję i mi smutno.
3. wyprawa do szpitala, na dziki zabieg, oraz potem - niewiadomy do końca czas rekonwalescencji
4. boli mnie gardło i wcale mi się nie podoba to, jak wygląda, a ojciec mnie straszy, że jak będę chory, to mnie nie przyjmą do szpitala, a potem będę miał 18 lat i już mi nie zrobią zabiegu i że mam za swoje i że niepotrzebnie piłem zimne napoje itp.
5. i z tego wszystkiego jestem brudny, spocony, niewyspany, mam pryszcza na nosie i w ogóle.
6. no i jeszcze jutro muszę poprawić biologię, na sam koniec.
Z tymi zaś punktami łączą się kolejne. Albowiem - są to powody, dla których nie mam zbyt wiele czasu na odpoczynek własny (zwany snem), ani też na odpoczynek kolektywno-towarzyski, w tym spotkania ze znajomymi, oraz spotkania z Ukochaną.
Nie mamy czasu dla siebie, co smuci i zasmuca nas oboje. Takie wypominki, na domiar złego, wzbudzają we mnie irytację. Wiemy jednak, że to nie nasza wina, i że nie mamy na to wpływu. I to, wbrew pozorom, wzbudza we mnie jeszcze głębszą frustrację, bo nie lubię nie mieć na coś wpływu, zwłaszcza, jeśli to coś ma tak duży wpływ na mnie...
No i generalnie chodzę podenerwowany, zmieniają mi się nastroje, słucham hip-hopu, irytują mnie ludzie i pewnie wpadnę pod samochód. Albo kogoś rozjadę. Tu zamieszczam przeprosiny dla pana Zbyszka, instruktora.
Idę sie wymyć, bo wreszcie zwolniła się łazienka...
Chociaż mniej śmierdział będę... :|
"to jest przykre dla mnie i płaczę dlatego..." - Afro Kolektyw
1 komentarz:
przepraszam, za wypominki...ale to wszystko , bo tęsknie.
Prześlij komentarz