Okej, wróciłem do domu ze szkoły o godzinie 8:45 i jestem z tego wielce rad. Udałem się do Placówki tylko na WueF, głównie w celu zapoznania się z moją oceną końcoworoczną, choć przy okazji nie bez kozery pograłem z kolegami, znajomymi i kumplami w piłkę ręczną. Jak każdy sport z moim udziałem - była to przednia zabawa.
Co do ocen, to póki co - jestem nimi całkiem samozadowolony. Nie licząc paru wyjątków, które mogłyby być lepsze, ale nie są, bo mi się wcale a wcale nie chce ich poprawiać, wszystko wygląda rozsądnie i relatywnie porządnie.
A teraz "o CAE be", czyli powtóreczki przedegzaminacyjne, zapoznawanie się z formułkami i formami organizacji tekstu pisanego, bo już jutro czeka mnie upojne 7 godzin pisania, czytania, wypełniania i innego memłania w brytolskim ozorze. Wyborność na wyborności. Ale muszę przyznać, że pisanie egzaminów językowych, poza małą dawką stresu, jest dla mnie świetną zabawą.
Swoją drogą ciekawe, czy moi Rodzice też będą się dobrze bawić, jeśli nie zdam i zaprzepaszczę ich ciężko zarobione PIŃSET złotych...
A teraz wybaczcie, pójdę ugotować pierwszy w tym sezonie BÓB!!
Nie ma to jak dać se bobu z rana, KHRAA!!
kokos
1 komentarz:
A ja nigdy nie jadłam bobu...Dziwnosć. Trzymam kciuki.
Prześlij komentarz