1 listopada to niezwykle refleksyjne święto, kiedy wszyscy w skupieniu oddają się rozmyślaniom nad przemijaniem, sensem życia, tym, co czeka nas po śmierci, wspominają bliskie osoby, które już odeszły z tego świata, w atmosferze rodzinnej wspólnoty odwiedzają ich groby i zapalają symboliczne światełka, które są skromnym wyrazem wiecznie żywej pamięci o nich.
Taa, byłoby fajnie, gdyby naprawdę tak było, co? Rzeczywistość jednak w znacznym stopniu różni się od owego idyllicznego opisu. Uderzyła we mnie z siłą rozpędzonego TGV, kiedy wraz z rodziną udałem się na Cmentarz Bródnowski, w celu nawiedzenia grobów moich zmarłych prapradziadków, praprababek oraz innych prapra+ przodków, których w życiu na oczy nie widziałem (zdaję sobie sprawę, że sformułowanie "w życiu" może być w tym przypadku nieco niefortunnie użyte). Pierwszym objawem choroby była konieczność zaparkowania samochodu na skrawku trawnika przy jakiejś quasi-osiedlowej uliczce, oddalonej o dobre paręset metrów od bramy cmentarza, z powodu poupychanych wszędzie samochodów osobowych oraz czynności wykonywanych przez kierowców tych samochodów osobowych, które wciąż dążyły do stanu upchnięcia. Jako że nieszczęścia chodzą parami, cały sznur sparowanych nieszczęść czekał na nas przy ulicy wiodącej na cmentarz, którą przemierzaliśmy już pieszo. Zbiór wszystkich doznań, których wówczas doświadczyłem, mógłbym określić mianem jarmarcznych. Szczelnie poupychane po bokach ulicy stoiska gotowe były dostarczyć każdemu "cmentarzowiczowi" wszystkiego, czego dusza zapragnie, z wyjątkiem świętego (nomen omen) spokoju. Tak też – poza szerokim wyborem świec i zniczy, których sprzedaż jest w Polsce biznesem niezwykle dochodowym (ba, czemu tu się dziwić – fikuśnym kształtom odpowiadają równie fikuśne ceny) oraz tradycyjnych wiązanek (kwiaty sztuczne, kwiaty naturalne, ze wstążką, bez wstążki, na miejscu czy na wynos, zapakować?), wybredna osoba mogła znaleźć tam szerokie spektrum produktów, od baloników na hel i prażonych orzechów począwszy, na galanterii "skórzanej" i garmażerii skończywszy (pełny serwis: kiełbaski na gorąco, stek, golonka… Może frytki do tego? Jak najbardziej). Trudno było nie wrócić ze cmentarza radosnym, i to nie tylko z powodu czystej radości… życia.
To jednak nie koniec. Sam cmentarz, nie zważając na porozwieszane przy alejkach zakazy handlu, za miejsce zarobku obrali sobie sprzedawcy obwarzanków i "pańskiej skórki" (chyba nigdy się nie dowiem z czego to cholerstwo powstaje i dlaczego się tak nazywa) oraz gorliwi wolontariusze, zbierający pieniądze na chore dzieci. Z krótkiej obserwacji można było wyciągnąć proste wnioski, że bardziej opłaca się umieć lepić kleistą pacię, niż dokonywać popisów retoryczno-marketingowych w słusznej sprawie. A przepychając się wśród tłumu przedsiębiorców i nagabywaczy, jak również, oczywiście, innych nawiedzających groby, można było utracić resztki nabożnej zadumy i egzystencjalnych refleksji. Nie mówiąc już o portfelach i kosztownościach.
W czasie zmiatania zeschłych liści z płyty nagrobnej spojrzałem przypadkowo na skromny grób leżący nieopodal, nad którym, zapaliwszy niewielką świeczkę, modliła się starsza pani. W pobliżu nie zauważyłem ani sztucznej wiązanki, ani pętelki z obwarzankami, ba, nie była ona nawet ubrana w modny płaszcz. Kadr ten był zupełnie zwyczajny, i właśnie to, czyniło go w zaistniałych okolicznościach nadzwyczajnym. Czy to aby normalne?
Wizyta na cmentarzu w dniu Święta Wszystkich Świętych napełniła mnie moralnym niepokojem (lecz bynajmniej nie był to kabaret). To, że tego jedynego dnia w roku cała Polska postanawia przypomnieć sobie o przodkach i szczerze się wzruszyć wspomnieniem o nich, to jedno. Można to w prosty sposób wytłumaczyć tradycją i działalnością odpustową Kościoła. W innych krajach europejskich nie ma tego rodzaju świąt, jednak odgórnie wyznaczony termin mobilizuje lepiej niż własne sumienie, co potwierdzić mogę, per analogiam, przykładem swojego nastawienia do odbycia szkolenia bibliotecznego przez Internet. Więc może jest to szlachetne i potrzebne. Jednak, czy szczere? Po drugie, wykorzystywanie tej okazji do robienia pieniędzy i wszechobecna atmosfera nędznej komercji nie wywołują pozytywnych emocji. Wręcz przeciwnie. Biznes zniczowo-wieńcowy i falangi stoisk z żarciem i badziewiem zirytowały mnie dogłębnie, nieco tylko mniej niż stłuczka, jakiej wraz z rodziną doświadczyliśmy w trakcie mozolnego oddalania się od cmentarza, z powrotem w kierunku ciepłego domu.
Czy zmarli nie przewracają się w grobach, gdy ich sen wieczysty zakłócają pokrzykiwania sprzedawców, tupot tysięcy stóp i dźwięk setek klaksonów? Requiescat in pace? Chciałbym zakończyć te rozważania apelem, by przyszły 1 listopada wyglądał inaczej, ale nie ma sensu, bo biznes zawsze będzie silniejszy od moralności, a oprócz tego większość ludzi nie widzi nic złego w tym, co się dzieje na cmentarzach i w ich okolicach. Mogę jednak wyrazić nadzieję, że przynajmniej parę osób to dostrzeże. Albo chociaż przemknie to komuś przez myśl. Albo że ktoś zadławi się orzeszkiem i władze wydadzą zakaz ich sprzedaży. Albo że ktoś inny coś z tym zrobi.
Albo że przynajmniej ludzie zaczną jeździć ostrożniej.
20 komentarzy:
Ja widzę to od dawna i już nawet się przyzwyczaiłam (niestety). Moją największą rozrywką (brzmi dość niefortunnie biorąc pod uwqagę okoliczności, choć przecież teoretycznie dzień wszystkich świętych jest założenia świętem radosnym, kiedy mamy z radością wspominać naszych bliskich) jest wyczajanie najbardziej kiczowatych, tandetnych i wypasionych zniczy na grobach. Kiedyś na wielkanoc dostrzegłam gdzieś znicz w kształcie kaczuszki, wygrywający na dodatek jakąś melodyjkę jak pozytywka...
Podobno są też w sprzedaży znicze (a przynajmniej były), wygrywające melodyjkę "A wszystko to, bo ciebie kocham". :]
Także tego.
a mój tatuś się uparł żeby kupić mi żelki na cmentarzu północnym. ale się nie dałam.
Co jest złego w biznesie przycmentarnym? Jest popyt, jest podaż, klient i sprzedawca są zadowoleni. A że w tej sytuacji nie idzie skupić się na czymkolwiek? Rozwiązanie bardzo proste - odwiedzić groby tydzień przed albo tydzień po 1 listopada. Nie byłem w ten weekend na żadnym grobie, będę dopiero w najbliższą sobotę i na pewno sprzedawców będzie o x% mniej.
Inna rzecz, że ten biznes jest wyjątkowo nieestetyczny. Ale ważniejsze jest to, że może sobie emeryt dorobić do nędznej renty paręset złotych raz na rok jakimiś obwarzankami. Zmarłym to i tak bez różnicy, ziemia przyjęła i finito.
Rozumowanie poprawne, wnioski trafne, ale punkt widzenia inny. :) Ja się skupiłem na aspekcie moralno-obyczajowym, Ty na samym biznesie. Nie wiem czy powinno być społecznie akceptowane sprzedawanie baloników na druciku, cukrowej waty i z piernika chaty w okolicznościach, w których teoretycznie idziemy na cmentarz, by okazać pamięć i szacunek przodkom. Nie wątpię, że jeśli ktoś poczuje karkówkę z grilla, to głodny i na mrozie na to pójdzie i będzie się cieszył. Jednak czy to wszystko nie jest etycznie nadgniłe?
zgadzam się- paskudztwo. Chociaż piaseczyński cmentarz był jakimś ewenementem w skali krajowej- przed bramą 1 (słownie: jedno) stoisko ze zniczami; wieńców, kwiatów, pańskich skórków i obwarzanków grających feela-brak. Za to miejsc do parkowania było w bród. No to jakiś kosmos!
Nieetyczne jest likwidacja czyjegoś biznesu dlatego, że nam się nie podoba. Etycznym wyrazem naszej dezaprobaty może być bojkot. Znaczy - nie kupuj cholernych obwarzanków jak Cię to razi :)
ALE nie broń innym zarabiać/wydawać.
Równie dobrze można by chcieć likwidacji seksszopów z Jana Pawła.
Jak piałem, inna rzecz że to tandetne, kiszkowate i nieestetyczne. Ale cóż - c'est la vie.
Jak piSałem! :D
Ale, drogi megaliberalny Rafale, ten handel jest niezgodny z prawem. Skoro pani sprzedaje pańską skórkę, czymkolwiek to tałatajstwo jest, pod wywieszką :zakaz handlu- to jest to nielegalne, co więcej utrudnia komunikację i zaciera cel całej wyprawy. Bojkot owszem, natomiast trzeba mieć świadomość, że target tych produktów to nie ludzie dorośli, świadomi , dojrzali, tylko m. in. dzieci, które wyją do ucha, bo zobaczyły kolorowy balonik. Nie każdy człowiek w żałobie, lub po prostu udający się na cmentarz w "zadumie" ma siłę opierać się emocjonalnemu szantażowi.
Droga soc-Paski! :>
"ten handel jest niezgodny z prawem"
Jeśli właściciel danego miejsca nie ma nic przeciwko, nie ma problemu. Jeśli jest to na własności gminnej - własność publiczna de facto nie istnieje bo jest wewnętrznie sprzeczna. A nawet jeśli przyjąć, że jest, to każdy ma równe prawo do korzystania z niej. Jak w publicznym szalecie - kto pierwszy, ten lepszy.
"co więcej utrudnia komunikację"
Komunikację utrudniają ludzie walący kupami na cmentarz - jest ich znacznie więcej niż handlarzy badziewiem.
"target tych produktów to nie ludzie dorośli, świadomi , dojrzali"
Demagogia - świadomi i dojrzali marketingiem się i tak nie przejmują. Na tej zasadzie nadużyciem jest każda reklama.
"Nie każdy człowiek w żałobie, lub po prostu udający się na cmentarz w "zadumie" ma siłę opierać się emocjonalnemu szantażowi."
Nie każdy ma siłę walczyć z nałogiem palenia papierosów czy żarcia batoników. To wewnętrzna sprawa rodziny - jak tata/mama zechcą, to kupią, jak nie, to nie. Nie sądź, co inni mogą a czego nie mogą robić - doskonale dają sobie radę i bez tego :>
Zauważyłem, Rafał, że zacząłeś przyswajać powoli korwinowską demagogię. :D
Używasz w odpowiedziach wyrażeń typu "nie broń", "nie sądź co inni mogą", mimo że nikt nie broni, ani nie sądzi, tylko wyraża swoje zdanie. :) Strzeż się!
Co do legalności handlu - nie możesz powiedzieć, że nie ma własności publicznej (generalizuję) i że sprzedawanie pańskiej skórki pod zakazem handlu jest dopuszczalne, bo jak staniesz na kopercie, to Ci wlepią mandat i odholują, a w tym akurat przypadku mogłaby zainterweniować Straż Miejska, chyba że Ci sprzedawcy mają jakieś zezwolenia, o których nie wiemy, albo przewagę liczebną nad strażnikami, czego możemy się domyślać. :)
Co do tego, że ludzie tłumnie przybywający na cmentarz są wkurzający, to prawda, zgadzam się w zupełności.
A mówiąc już ogólnie - reklama i marketing mają swoje zasady, prawda? Reklama ma ileśtam ograniczeń, nie powinna być agresywna, ofensywna, porównawcza itp. Więc tutaj podstaowe zasady etyczne są zachowane. Czy ze sprzedażą nie powinno być tak samo? I nie mówię już o tych pieprzonych obwarzankach czy pańskiej skórce, bo to już się zadomowiło na cmentarzach i sam uważam, że można jedną taką paćkę raz do roku wpieprzyć. Ale balony, rękawiczki, może jeszcze pistolety na kulki i miniaturowe M.16? Żeby ukazać różne sposoby dostawania się na cmentarz?
Kurcze, ale nam się dyskusja wywiązała poważna!
Poza tym jestem zdecydowanie "antysoc" i proszę mnie tu nie wyzywać. Po prostu uważam, że pewne założenia hiper-liberalizmu są utopijne i nie do zrealizowania.
Jeśli chodzi o tłumy: ci ludzie przychodzą na cmentarz, bo po to ten dzień jest, żeby ludziom czasem się przypomniało, że gdzieśtam ktoś "leży" i chwile o nim pomyśleć. A to, że wszyscy na raz tam przychodzą to już inna sprawa. Natura ludzka, która każe zajmować się przyziemnymi sprawami życia codziennego, unikać wiejących kryptowym chłodem myśli o wieczności (czymkolwiek jest, które potrafią najść na cmentarzu. Lepiej udawać, że nie ma się czasu i załatwić wszystko hurtem 1 listopada skoro i tak wszędzie się o tym mówi.
hah, to mi przypomina, pewną dziewczynkę z kotkiem do oddania pod bródnowskim. Pomyślałem, że brakuje tylko hasła reklamowego: "straciłeś kogoś? weź kotka"
poza tym drogi Muciaczku to nie bulwersuj się tym brakiem zadumy etc.
w kulturze wiejskiej prawosławnej w przesileniu jesiennym, które w kalendarzu obrzędowym jest właśnie w oklicach wszystkich świętych, chodziło się owszem na cmentarz. Jednak nie myśl, że w celach zadumy, refleksji. Celem było podzielenie się ze zmarłymi tym co się ma, był to taki rodzaj hołdu. Tak więc, żeby czuć się z nimi bliżej, szło się na grób, zjadało kiełbasę, chlebek i takie tam, wódeczkę rozpijało, często lało się i nieboszczykowi na ziemie w okolicach grobu...
anyway, szukać skupienia i rozmyślania nad przemijaniem w święto zmarłych jest troszkę bez sensu ;)
To nie jest demagogia, tylko prowokacja :>
"Co do legalności handlu - nie możesz powiedzieć, że nie ma własności publicznej (generalizuję) i że sprzedawanie pańskiej skórki pod zakazem handlu jest dopuszczalne"
Mogę :> Nie ma czegoś takiego jak własność publiczna a to, że są sankcje za pewne czynności, nie oznacza że są one nielegalne - w ujęciu prawonaturalnym, panie prawnik :>
Co do sprzedaży - nie chcesz, nie kupuj. Albo powiedz im, co o tym sądzisz. Albo zorganizuj znajomych i bojkotuj - patrz reklamy wielkoformatowe. W każdym razie LIKWIDACJA czyjegoś interesu TYLKO dlatego że NAM się nie podoba jest głęboko nieetyczna.
"Poza tym jestem zdecydowanie "antysoc" i proszę mnie tu nie wyzywać." Skoro soc to wyzwisko, to rzeczywiście nie ma między nami konfliktu :P
Co do reszty - natura ludzka jest, jaka jest, możemy tylko zastanowić się jak zminimalizować płynące stąd dla nas straty. Czyli w tym przypadku nie pchać się w tłum tylko dopełnić "obowiązek" w dogodnym terminie. Bo to święto to raczej sugestia - zmarłych można odwiedzać cały rok.
"to, że są sankcje za pewne czynności, nie oznacza że są one nielegalne - w ujęciu prawonaturalnym, panie prawnik :>"
To, że są sankcje za pewne czynności, oznacza, że są one niezgodne z prawem pozytywnym, panie politolog, a prawo pozytywne to to prawo, którego musisz przestrzegać. :] Prawo naturalne nie jest sankcjonowane państwowo, więc nie ma sensu łamania zakazów państwowych rozpatrywać w tym ujęciu.
A co do mówienia tego, co sądzę - czy właśnie tego nie robię? :)
Maćku - 1 listopada to święto Wszystkich Świętych, a więc święto kościelne (przy okazji - dzień wolny od pracy), tak więc refleksja i modlitwa są tu jak najbardziej wskazane. I nie wiem co by episkopat powiedział na próby antropologicznie poprawnego świętowania tej uroczystości poprzez obszczywanie nagrobków i chlanie nad nimi. ;D
lało się wódkę nieboszczykowi obok grobu, a nie szczyny. Żeby też się napił.
poza tym, święto zmarłych polegało na tym, że trzeba było ich udobruchać, aby nie szkodzili ;)
to kościół dzisiaj coś pieprzy o zadumie ;)
Złamać prawo pozytywne można tylko wtedy, kiedy się je uznaje - w przypadku sprzeczności z prawem naturalnym prawo stanowione traci moc. A że rzecz dzieje się na niczyjej własności (tak zwanej "publicznej), to ciężko tu mówić o łamaniu prawa państwowego. Ponadto jeśli jest to prywatna własność, to w interesie właściciela leży interwencja - jej brak oznacza przyzwolenie na dalsze tego typu działania.
A mówisz, mówisz :>
Swoją drogą, przyjść z bimbrem na grób babci albo jakiegoś Autorytetu to byłaby fajna sprawa. Na grób JP2 z "Wyborową" :D
Różne są koncepcje prawa i stosunków zwierzchności między nimi, ale osobiście nie polecam nieuznawania prawa pozytywnego, dla własnego dobra. :)
A ja polecam sentencję "nie ma przestępstwa bez ofiary" :>
Prześlij komentarz