wtorek, 11 listopada 2008

3dom

Tak się zastanawiam. Nie planowałem w jakiś szczególny sposób świętować Święta Niepodległości, może z wyjątkiem chcicy odwiedzenia jakiegoś występu żołnierskiego chóru, bo na chóralne śpiewy mi ostatnio ochota i parcie wróciły. Tymczasem uczciłem go chyba w wyjątkowo polski i tradycyjny sposób, a mianowicie powitałem świt katastrofalnym kacem. Z pobożnym życzeniem, aby mnie ktoś uprzejmie zdekapitował, wyszedłem w słoneczny i rześki listopadowy poranek, po drodze zabierając poczochranego rudzielca, który jeszcze poprzedniego wieczoru był moim kolegą Maćkiem oraz świeżo upieczonego Nosferatu Urządzeń Sanitarnych, który jeszcze wczoraj był moim kolegą Adamusem. Rozstaliśmy się po przeciwnych stronach Trasy Łazienkowskiej, by, każdy na swój sposób, uczcić dziewięćdziesiątą rocznicę odzyskania niepodległości. Reszta niedo-marłych w miejscu, z któregośmy wypełzli, pewnie także szykowała się do uroczystej celebracji.

Kuźwa, ciekawe czy Piłsudski też taką bibę rozkręcił w Sulejówku, jak do ziemi polskiej powrócił... Jeśli tak, to nie zazdroszczę jego wykładzinie oraz okolicom muszli klozetowej. ;D

7 komentarzy:

lady aldonna pisze...

i ja przepadam za chórami!

a bibeczki zazdroszczę ;(\\:*

mała pisze...

gratuluję udanego melanżu ;)

siorb pisze...

ja też chcę się nawalić!;P

mała pisze...

hahaha karola mistrz ;D

Pasqui pisze...

może jakieś małe święto narodowe? na pewno jakieś się znajdzie niedługo! O chociażby...powstanie listopadowe! uczcijmy je po polsku:P

Krzysztof pisze...

menelówa. ;D

Pasqui pisze...

SAM!