Się budzę o 13.00 w dniu bez zajęć, po nocnym z imprezy powrocie (skąd Litwini wracają?). O 16.30 wychodzę z domu na angielski. Ciemność egipska. Ziąb syberyjski. Wiatr kielecki. CHUJOWO. Nie ma sensu wstawać z łóżka w takie dni.
Już myślałem, że schwyciłem jakiegoś bożka za dupę, aktywowawszy oryginalny pakiet Office w wersji pełnej, mniej wypaśnej niż wersja próbna, którą dostałem wraz z laptopem, ale chuj, niestety nie jest tak różowo, i ponadmniejwypaśne programy nadal działają na licencji czasowo wygasającej. Ech, nadzieja... :(
Studia natomiast znakomicie. :>
Już myślałem, że schwyciłem jakiegoś bożka za dupę, aktywowawszy oryginalny pakiet Office w wersji pełnej, mniej wypaśnej niż wersja próbna, którą dostałem wraz z laptopem, ale chuj, niestety nie jest tak różowo, i ponadmniejwypaśne programy nadal działają na licencji czasowo wygasającej. Ech, nadzieja... :(
Studia natomiast znakomicie. :>
2 komentarze:
patrz, kurwa, o której wstałam! gardzę leksykografią.
oj i na co si~ę tak włóczyć? wstałbyś rano, to byś słońce oglądał!
Prześlij komentarz