środa, 5 listopada 2008

Do dupy z taką jesienią.

Się budzę o 13.00 w dniu bez zajęć, po nocnym z imprezy powrocie (skąd Litwini wracają?). O 16.30 wychodzę z domu na angielski. Ciemność egipska. Ziąb syberyjski. Wiatr kielecki. CHUJOWO. Nie ma sensu wstawać z łóżka w takie dni.

Już myślałem, że schwyciłem jakiegoś bożka za dupę, aktywowawszy oryginalny pakiet Office w wersji pełnej, mniej wypaśnej niż wersja próbna, którą dostałem wraz z laptopem, ale chuj, niestety nie jest tak różowo, i ponadmniejwypaśne programy nadal działają na licencji czasowo wygasającej. Ech, nadzieja... :(

Studia natomiast znakomicie. :>

2 komentarze:

mała pisze...

patrz, kurwa, o której wstałam! gardzę leksykografią.

Pasqui pisze...

oj i na co si~ę tak włóczyć? wstałbyś rano, to byś słońce oglądał!