sobota, 29 listopada 2008

Popołudniowy Tramwaj z Włoszczyzną

Dzień dobry, jestem Ka do eR do Zet do Y do Wu do Ha do O, piszę notkę całkiem z dupy, bo z weną kruchO. Łupu-cupu.

Ot, życie. Porannie - uczelnia, wieczornie - nauka, impreza lub partyzancki sen w rozgrzebanym wyrze (dobrze, że buty zdjęte!). Nie wiem dlaczego, ale ostatnio jakoś miewam problemy z kulturalnym ułożeniem się do snu. Bywa, że wrócę do domu, zwłaszcza w czwartki, po jodze, i o 19.00 legnę na wyro, przykryję się kordłą i leżę do rana, albo przynajmniej do 23.00, kiedy to wstaję po to tylko, żeby coś przegryźć, zdrapać warstwę kurzu i kurzajek na mokro, i z powrotem do wyra. Mało to apetyczne, no ale cóż. Lekka przesada nie zaszkodzi.

Mam ponadto nastrój na creepy muzę, więc słucham ścieżki dźwiękowej z Nightmare Before Christmas i podobnych nut. Niedługo mózg mi się wyleje. Nie mam ochoty na tę notkę. :/

Żyję, inaf na razie.
Buziaky.

3 komentarze:

lady aldonna pisze...

kochanie, kurzajki na mokro to nie zejdą...

Pasqui pisze...

kurzajki to wypalać trzeba.

lady aldonna pisze...

no. ciekłym azotem. albo laserem. albo łyżeczkować.