Zblazowany dniem jak całonocną imprezą wracam do domu, telepiąc się z nogi na nogę, i tymże sposobem przemieszczając się sukcesywnie w stronę domu. Co robiłem w tramwaju? Nie pamiętam. Nie pamiętam też, czy wysłałem do kolegi tę wiadomość, o której wysłaniu poinformowałem go w kolejnej wysłanej wiadomości. Czapka Sybiraka chroni czerep od pogody, ale w dłoń trzymającą papierową torebkę wkłuwają się igiełki listopadowego wieczora nad Pragą. Po osiedlu biegają truchcikiem ludzie, jakby zbliżała się godzina policyjna. Czy to rządowy zakaz opuszczania domów po 19.00? Czy to gangrena przestępczości zmusza mieszkańców stołecznej Pragi do chowania się po kątach? Nie, na to jeszcze przyjdzie czas. Na razie to tylko kurewska popizdówa, przed którą kto żyw spierdala ile sił w tłustych kulasach. Ja też bym spierdolił nieco żwawiej, tyle że nogi mi się ledwie dupska trzymają, i w obawie przed ich utratą, mozolnie stąpam w świeżym obuwiu po tylekroć deptanym asfalcie mojego osiedla. W sumie i tak osiedle to nie jest moje, tylko pobliskie, ale lekkie przekłamanie nie jest grzechem, dopóki jeszcze nie konstruuję ustaw i aktów normatywnych, które będą Wam kołkiem w dupie sterczeć, kiedy w kwiecie będąc wieku usiłować będziecie zarobić na emeryturkę. Ale widzę, że ten półtrzeźwy ze zmęczenia wywód zaczyna przybierać formę niebezpiecznie przypominającą gnuśne rozważania starego socjologa, toteż czas zmienić tor myślenia, albo w ogóle pozbyć się myślenia i złożyć kapitol na poduszce, pierdolnąwszy wszystko w trzy diabły, bo na trzy dupy nawet nie mam nastroju. Siatka zależności, o której ostatnio pisałem, daje mi się we znaki, odkąd odpowiedzialnością podzieliwszy się z koleżanką, zostałem zaszachowany jej niedziałającym telefonem komórkowym. Nie ma pośpiechu, pracować zaczniemy pewnie od wtorku, ale denerwuje mnie niemożność ustalenia ważnych spraw wtedy, kiedy mam na to ochotę i kiedy o tym pamiętam. Bo jak już zapomnę, to będzie wtopa i kicha, i konsekwencje ciągnąć się będą latami, jak próba uzyskania patentu motorowodnego. Nędza i sromota, takie listopady powinni karać grzywną. Ale komu ją wlepić? Rozważania filozoficzne na ten temat ciągną się od wieków, dłużej nawet niż postępowanie cywilne w naszej kochanej Trzeciej, Niepodległej. Dość mam tego, mówię szczerze, bo jak o tym myślę, to chce mi się rzygać, a nie chcę rzygać, bo mogę się obudzić w wannie zamiast w łóżku, a potem będą mnie bolały plecy i wszystkie wygięcia z jogi pójdą na marne i znowu będzie jęk i zgrzytanie kręgów. Francuskiego mi się zachciało od nowa, dzięki temu, że w samozaparciu nabyłem francuską prasę i czytałem ją na kurewsko nudnym, regularnym wykładzie z psychologii społecznej, na którym w bólach zdobywam obecnością punkty ECTS, które zdobywać muszę, bo nie wezmą mnie na drugi rok, szuje. Dobrze, że mi się zachciało. Teraz sobie powtórzę i będę z powrotem sprawnie bilingue. Tego chcę, do tego będę zdążał.
Nakićkałem, namieszałem, pójdę już.
Nakićkałem, namieszałem, pójdę już.
9 komentarzy:
Straszne zuo na dworze. A ja musze iść z psem;( Jak nie dobrze, źle paskudnie...
w ogole jakas chujowa sie zrobila...
eeetam.... jak spadnie śnieg to będzie gorzej.
ja jessem chora a jutro jest ajemeks.
:(
jak spadnie śnieg to będzie lepiej! :>
byle był to śnieg, a nie wodnista chujo-paćka. ;/
na moich służewskich peryferiach chyba nic nie odśnieżą ;]
bo tam jeszcze chrzescijanstwo nie dotarło- cos o tym wiem 12 lat tam mieszkalam w totalnym pogaństwie.
Niech śnieg wypierdala, za przeproszeniem, pod rękę z mrozem.
Jutro z rana ma być minus trzy. I weź tu człeku wyjdź z domu. Nici z filozofii (wykładu w sensie).
Prześlij komentarz