Od rana miałem poczucie permanentnego bycia robionym w chuja. Po pierwsze - wciąż świeża złość na przesunięcie terminu pierwszych zajęć na uczelni przesiąkała ciemną plamą przez mój wyidealizowany obraz instytucji, na którą dostałem się wielkim nakładem wysiłków i pracy, która ma towarzyszyć mi w "najpiękniejszych latach życia" i otworzyć Bramy Świetlanej Kariery. Po drugie - spoglądając, z racji pierwszego dnia nowego miesiąca, na stan komórkowego konta pieniężnego, popadłem w zdziwienie, a poczucie w chuja bycia robionym wzrosło. Miał być bowiem nowy abonament aktywny od dzisiaj, a nie jest. Zadzwoniłem z zachrypniętymi pretensjami do biura obsługi, a tam dowiedziałem się, że jakiś pindol nieuczesany "zapomniał" wcisnąć jakiś pierdolony guziczek i pupcia, a nie abonament, misiu. Od nowego miesiąca, jeśli nikt o niczym nie zapomni. Pieprzyć taką obsługę!
Poza tym - smutek mnie ogarnia coraz częściej, gdy spotykam znajomych z klasy z liceum. Rozmowy Nowego Ładu są krótkie, z pozoru swobodne, ale tak naprawdę dosyć sztuczne. Przelotnie rozmawiamy o studiach, planach, pierwszych zajęciach, burdelu na UW, umawiamy się na "jak najszybsze" spotkania, żegnamy. Mam wrażenie, że tak już będzie przez cały czas. Stopniowo, sukcesywnie będziemy się od siebie oddalać. Każdy w swoją stronę. W stronę swojego wydziału, swojego planu zajęć, swoich nowych znajomych. A co ze starymi znajomymi, przyjaciółmi? Tak trudno zgrać wolne terminy, znaleźć wolny czas... Ludzie, trzymajmy się razem. Nie pozwólmy, by ta nowa sytuacja nas przerosła. Nie zapominajmy o sobie i nie dajmy przeciąć znajomości USOSem, czy innym żydowskim spiskiem. Apeluję do waszych sumień i ten, no. W ogóle.
Nie wiem co więcej mam powiedzieć.
Poza tym - smutek mnie ogarnia coraz częściej, gdy spotykam znajomych z klasy z liceum. Rozmowy Nowego Ładu są krótkie, z pozoru swobodne, ale tak naprawdę dosyć sztuczne. Przelotnie rozmawiamy o studiach, planach, pierwszych zajęciach, burdelu na UW, umawiamy się na "jak najszybsze" spotkania, żegnamy. Mam wrażenie, że tak już będzie przez cały czas. Stopniowo, sukcesywnie będziemy się od siebie oddalać. Każdy w swoją stronę. W stronę swojego wydziału, swojego planu zajęć, swoich nowych znajomych. A co ze starymi znajomymi, przyjaciółmi? Tak trudno zgrać wolne terminy, znaleźć wolny czas... Ludzie, trzymajmy się razem. Nie pozwólmy, by ta nowa sytuacja nas przerosła. Nie zapominajmy o sobie i nie dajmy przeciąć znajomości USOSem, czy innym żydowskim spiskiem. Apeluję do waszych sumień i ten, no. W ogóle.
Nie wiem co więcej mam powiedzieć.
5 komentarzy:
No, mój drogi, gdy cie przelotnie ujrzalam na krakoskym i chcialam wdac sie w dlugą, głęboką i budującą konwersację, toś mnie zbyl razem z tow. zielinskim i pobiegl zaślepiony za nowymi kolegami z wydziału. I kto tu nie pamięta o dawnych znajomych, ha?
No to jutro o 15.15 pod Kopernikiem, Mucias - weź Pasqui, ja wezmę Anię i idziemy do BUWu naładować czip na legitce :>
och rety. naturalna kolej rzeczy. po prostu tyle sie na łeb zwala na początku, ze bedzie dobrze jak sie na grudzień poumawiacie.
Martuś - wówczas byliśmy głodni i po 3-godzinnej inauguracji, polegającej na słodkim pierdzeniu różnych ludzi w dziwnych ciuszkach. Wybacz nam to, proszę, ale sytuacja była wyjątkowa. Inną razą nigdy byśmy Cię tak nie potraktowali. A tak poza tym, to miałaś wówczas bardzo ładną bluzkę (sukienkę?)
Rafał - jasna sprawa
Martuś - jesteś niezwykle pocieszna. :D ale my widzimy się w niedziellę!
Muciak, A co ja mówiłam [pisałam, bo kurwa nawet nie ma kiedy się umówić ;P] 2 dni temu na gtalku?..;(
ale jutro - nie ma bata!!!;]
Prześlij komentarz