Pierwszy weekend po pierwszym pełnym tygodniu studenckiego pożycia na Wydziale. Weekend, można by powiedzieć, eksperymentalny. Empiryczny wręcz, żeby pozostać w kręgu kulturowym, z którym miałem w tym czasie największą styczność, a mianowicie z północnymi wybrzeżami Morza Śródziemnego. Na weekend tenże zostawiłem sobie bowiem prace domowe, które gromadziłem skrupulatnie w swym schludnym segregatorku przez calutki poprzedni tydzień. Takim szkolnym zwyczajem nieco, no ale w końcu ze szkoły dopiero wylazłem i szkolne nawyki w życiu swym studenckim, początkowym, realizuję, i w zgodzie z nimi żyję.
Okazało się jednak, w sobotę przed południem, że nawyki te powinienem był z końcem maja (o ile nie wcześniej) potłuc o kant przysłowiowej dupy. Mimo że lektura podręczników wydawała się rzeczą błahą, krótką i przyjemną, okazała się mordęgą jakich mało. Logika dla prawników, oprócz pięćdziesięciu jeden (słownie: 51) złotych za podręcznik, pożarła mi także całą sobotę i ćwierć niedzieli, mimo że stron do posięścia mentalnego było niewiele. Po krótkiej przerwie (nie licząc krótkich przerw, które brałem w trakcie czytania podręcznika, w celu zaktualizowania informacji gronowych, zmiany piosenki, krótkiego pogawędzenia z kimś na GT) zabrałem się za lekturę podręcznika od Prawoznawstwa, niefrasobliwie przenosząc się w trakcie owej czynności na łóżko. Na dwie strony przed wyznaczonym limitem lektury zorientowałem się, że moje oczy uzyskały autonomię i żywo z niej korzystają, uprawiając turystykę krajoznawczą, każde wedle własnych zainteresowań. Chwila suchego snu i półżywego leżenia załatwiły sprawę, jednak był to dziewiczy zgon naukowy, od czasu pamiętnych przygotowań do Egzaminu Dojrzałości.
Przez to całe zamieszanie zapomniałem o pracy domowej z angielskiego i nie poczytałem nic z prawa rzymskiego, co będę musiał nadrobić dziś i jutro.
Ale za to - przez pół godziny udało mi się pojeździć na rowerze (sic!) po pożółkłym magicznie Parku Skaryszewskim. Coś pięknego.
Igraszki zaś z materiałami dydaktycznymi, które pochłonęły mnie bez reszty, sprawiły, że przez cały dzień udało mi się skutecznie uniknąć Dnia Papieskiego.
Ewenement na skalę światową.
Okazało się jednak, w sobotę przed południem, że nawyki te powinienem był z końcem maja (o ile nie wcześniej) potłuc o kant przysłowiowej dupy. Mimo że lektura podręczników wydawała się rzeczą błahą, krótką i przyjemną, okazała się mordęgą jakich mało. Logika dla prawników, oprócz pięćdziesięciu jeden (słownie: 51) złotych za podręcznik, pożarła mi także całą sobotę i ćwierć niedzieli, mimo że stron do posięścia mentalnego było niewiele. Po krótkiej przerwie (nie licząc krótkich przerw, które brałem w trakcie czytania podręcznika, w celu zaktualizowania informacji gronowych, zmiany piosenki, krótkiego pogawędzenia z kimś na GT) zabrałem się za lekturę podręcznika od Prawoznawstwa, niefrasobliwie przenosząc się w trakcie owej czynności na łóżko. Na dwie strony przed wyznaczonym limitem lektury zorientowałem się, że moje oczy uzyskały autonomię i żywo z niej korzystają, uprawiając turystykę krajoznawczą, każde wedle własnych zainteresowań. Chwila suchego snu i półżywego leżenia załatwiły sprawę, jednak był to dziewiczy zgon naukowy, od czasu pamiętnych przygotowań do Egzaminu Dojrzałości.
Przez to całe zamieszanie zapomniałem o pracy domowej z angielskiego i nie poczytałem nic z prawa rzymskiego, co będę musiał nadrobić dziś i jutro.
Ale za to - przez pół godziny udało mi się pojeździć na rowerze (sic!) po pożółkłym magicznie Parku Skaryszewskim. Coś pięknego.
Igraszki zaś z materiałami dydaktycznymi, które pochłonęły mnie bez reszty
Ewenement na skalę światową.
9 komentarzy:
jakiego dnia papieskiego?! haha, aż musiałam sprawdzić w necie :D
Mi też zjebał się weekend, bo zbyt optymistycznie podszedłem do materiału do przerobienie, wynikiem czego jutro i pojutrze bede w domu przed 7 i po 21 :/
Też przegapiłem dzień papieski, ale to dlatego, że dziś zajmowałem się głównie odsypianiem. A co do nauki to z obowiązujących mnie około 90 stron przeczytałem całe 6. Ale chyba o to chodzi na studiach. Wszystkiego, choćby się chciało i próbowało, pewnie nie da się przeczytać. Poza tym - odpoczynek w piramidzie potrzeb mieści się u podnóża, jest kwestią fundamentalną, natomiast ten, jak mu tam będzie, rozwój intelektualny to kwestia drugo-, a nawet trzeciorzędna.
Niszczycie mój ewenement na skalę światową. :D
muciaaaas, a zrobisz kącik?
ewenementem na skale swiatowa jest student, ktory caly weekend spedza uczac sie... :)
Dokładnie, zwłaszcza student prawa, które jest znane z nauki wyłącznie w okolicach sesji. Więcej bicykla, mniej prawoznawstwa-apeluję!
to bylam ja, tak w ogóle.
ememememmmm...
Prześlij komentarz