czwartek, 17 lipca 2008

Rozmowy z Tatem

Mój dom zawrzał wynikami rekrutacji. Jako że prawo stoi pod znakiem zapytania, przewijają się obok niego różne alternatywy, których wspólną cechą jest to, że wszystkie są w mniejszym lub większym stopniu warte chuja. Tematy okołostudyjne zdominowały rodzinne rozmowy, w których dotąd prym wiodły tematy o podawaniu soli, wynoszeniu śmieci, karygodnym nieróbstwie moim bądź latorośli_2 i kupowaniu jagodzianek (sezonowy). Rozmowy te są wielce elektryzujące, tak więc włosy stają nam dęba, a pięści zaciskają się w mimowolnych skurczach. Najwięcej iskier sypie się między receptorami moimi i mojego Tatusia, którego podejście do problemu jest nieracjonalne, w moim przekonaniu. Usilnie dążąc do spełnienia funkcji stratyfikacyjnej rodziny, Tatuś ubolewa nad moim kierunkiem edukacji ogólnej (humanistycznym, miast przyszłościowym - inżynierskim / medycznym). Tak więc każda rozmowa posiada znajomy akcent typu "mówiłem, żebyś się uczył matematyki / biologii". Kolejnym familiarnym elementem są wypowiedzi w rodzaju "prawo jest jedynym konkretnym kierunkiem, reszta to niewiadomoco, wszystko o niczym" itp. A jeszcze jeden argument prezentuje się mniej-więcej tak: "Prawo, prawo, prawo, potem aplikacja. A równolegle z prawem stosunki. I jeszcze języki, oczywiście". Ja oczywiście, z mojej strony, również nie spoczywam na laurach i emituję kawalkady, kakofonie i katarakty argumentów, które uważam za całkiem niezłe i logicznie uzasadnione, skrupulatnie i heroicznie zbijam wszelkie jedyne i słuszne tezy Tatusia, wysnuwam własne kontrtezy oraz tezy poboczne, które potwierdzam argumentami, planami, statystykami, perspektywami i hipotetycznymi możliwościami. Słowem - minidebaty okswordzkie odstawiam, wraz z baletem i grą na organach Hammonda palcami u stóp. Nic to jednak. Choćbym przyprowadził do domu kobietę z brodą i uzależnione od kubańskich cygar trojaczki orangutana - Tatuś nie da się przekonać. I od nowa - mówiłem, że biologia, prawo konkretne, reszta spam i bzdura, kancelaria, aplikacja, nic więcej, tylko to, reszta chuj.

Mamusia mnie popiera, przeprowadza wywiady środowiskowe, argumentuje od siebie, ale Tatuś niczym niewzruszon pozostaje, niczym pomnik Kopernika na Krakowskim Przedmieściu (któremu zbrodniczo zapierdolono astrolabium), przy swoim.

Ciężko mam i nie wiem kiedy mieć przestanę. A te stosunki naprawdę mi się coraz bardziej podobają...

4 komentarze:

kask pisze...

twardy badz! nie dac sie!

Anonimowy pisze...

wiesz, Krzysiu, mi osobiście także bardziej podobają się stosunki... drzewiej ( kiedy to ja w Twym wieku byłam, hohoooo >zadyszka< ) wszyscy po humanie pchali się na prawo; obecnie obserwuję kariery swoich znajomych po prawie - siedzą w kancelariach, zajmują się niezwykle fascynującym rynkiem nieruchomości i tyle
powiem Ci tak: marzenia innych są chuja warte, rób to, co Cię ma później fascynować
buziaki

Krzysztof pisze...

Dziękuję Ci, Aniu, za ten wyczerpujący komentarz. :) Poruszył mnie.

siorb pisze...

zawsze możesz zostać dietetykiem albo bicyklozakurwiaczem... ;D