środa, 23 lipca 2008

Różne bywają wieczory...

...ale ten niepodobnym był do żadnego z nich. W ogóle dzień był pełen wrażeń. Najpierw poranne kupowanie biletów ze Śvistakiem i Kasią, jazda przewspaniałym Maluchem, następnie kawa w Costa Coffee, następnie trochę spamowania w domu, następnie obiadek u Karoli (pyszny, ach, pyszny, Karolu!) połączony z degustacją (siorb) greckiego wina wprost z Rodos (co się ostało), a następnie przepyszny (jeszcze lepszy od chinola. znaczy się obiadku u Karoli.) koncert Jarka Śmietany, a właściwie Wojtka Karolaka z Jarkiem Śmietaną i Adamem Czerwińskim. Wybornie. Koncerty Śmietany (a właściwie Karolaka ze Śmietaną. i to wbrew pozorom nie żadna potrawa.) (haha, Krzysiu) zawsze wyzwalają we mnie strumienie endorfin i poczucie czystego, beztroskiego, rzewnego szczęścia. Jestem rad.

Pomyślałby kto, że to już koniec tego pięknego wieczoru, dobranoc.

Haa! Nonsens!

Powrót do domu, sponsorowany przez Witka i jego samochód, rozpoczął kolejny etap zabawy, jako że pośrodku dzikiej Pragi samochód zaczął niedomagać. Konkretnie siadła mu jakaś niekonkretna elektryka. No i nie chciał przyspieszać ponad 10 km/h. Po krótkiej rozkminie nad dalszymi działaniami poczęliśmy toczyć się ku najbliższemu checkpointowi, czyli mojemu domostwu. Dokonałem czegoś, czego zawsze chciałem dokonać, to jest wyjścia z "pędzącego" samochodu, przebiegnięcia obok niego (a nawet wyprzedzenia go, o ironio.), a następnie wejścia do niego z powrotem. To moje największe kaskaderskie osiągnięcie. Po dotoczeniu się pod dom w ruch poszedł Poldek, który na parę godzin został profesjonalnym nocnym holownikiem Witoldów na trasie Warszawa-Praga - Góraszka. Po drodze zerwała nam się jedna linka holownicza (z Carrefoura), a druga już nie (z wyposażenia Poldka). Po udanej akcji mama Witolda poczęstowała nas herbatą i serkiem i można było wracać, i zakończyć wieczór wpisem na blogu.

Tymże to sposobem wtorek był ciekawy.

3 komentarze:

Unknown pisze...

Krzysiu, jak mogleś w tak brutalny sposób na forum publicznym zdemaskować mnie i moje umiejetnosci kulinarne wspominając o chinolu? :(

a podroz samochodem witka byla bardzo ciekawa, to prawda :D

Krzysztof pisze...

Eej, i tak nikt tego nie czyta. ;)
Ale powiedziałem, że było przyjemnie, prawda? :) Nie liczy się co, liczy się jak. Oto moje motto.

Jakbyś nie wspomniała o tym, to nikt by nic nie zauważył... :>

siorb pisze...

Krzysiu, jaki Ty dzielny z tym holowaniem, ah.