No i nie dostałem się na prawo, póki co. Czekam teraz jak głupi, aż się przesunie lista rezerwowa na tyle, żebym mógł się zakwalifikować. Mam wrażenie że jestem epicentrum biedy na Warszawę. Dostałem się zamiast tego na politologię, socjologię w ISNS i na stosunki międzynarodowe, i chyba na te stosunki wstępnie złożę papiery. Rozważam jeszcze prawo wieczorowe, ale tam mam więcej czasu na decyzję, a poza tym zaczynam się chyba wkręcać w perspektywę studiowania stosunków. To jednak może być ciekawe i opłacalne, tak sądzę. Dotychczas nie miałem jakiegoś specjalnego biznesplanu, skupiałem się w swoim myśleniu o studiach na tym, że muszę i że chcę się dostać na prawo. Niestety, fakt, że się nie dostałem w pierwszym terminie, zmienił trochę moje nastawienie. Ale z drugiej strony są też pozytywne aspekty tego wydarzenia. Kto wie, może jeśli się nie przesunę na prawie i zdecyduję się na stosunki a nie na prawo wieczorowe, to wyjdzie nawet lepiej?
Trzeba się zastanowić. A właściwie - nie ma co się zastanawiać. Trzeba czekać. A tego nienawidzę najbardziej na świecie. Zaraz po fryzjerach.
Trzeba się zastanowić. A właściwie - nie ma co się zastanawiać. Trzeba czekać. A tego nienawidzę najbardziej na świecie. Zaraz po fryzjerach.
2 komentarze:
Chodź na politologię, ziomuś, będzie raźniej we dwóch :>
niee, stwierdziłem, że tam za dużo filozofii i w sumie to nie do końca mnie interesuje. stosiunki mają bardzo ciekawe zajęcia, czego się dowiedziałem dopiero niedawno. ach, nie ma to jak dobre przygotowanie do wyboru kierunku studiów... :|
Prześlij komentarz