sobota, 5 lipca 2008

Porządki

Zwykle sprzątanie pokoju kończyło się przetarciem niektórych wyraźnie wyeksponowanych powierzchni płaskich, przy pomocy ściereczki i Pronto. W ostateczności w obrót wchodził odkurzacz. No, i czasami alkoholizowane ściereczki do monitora, jak się już nic nie dało dostrzec przez plamy tłuszczu po paluchach na ekranie. Tym razem jednak porządki zostały przeprowadzone dogłębnie, a kiedy mówię dogłębnie, to myślę o prawdziwie rozległych porządkach, nawet jak na moje standardy.

Otóż, na pierwszy ogień poszły półeczki na makulaturę. Służą one (według opisów produktu) do segregowania ważnych papierów w biurze i gabinecie. Żeby wszystko można było łatwo znaleźć. Kiedy po trzech latach liceum przyszło mi się nimi zająć, znalazłem tam z łatwością kilka kartkówek z chemii, ściągę z PO, stare numery "Czadka", plakat Tokio Hotel, swoje świadectwo z drugiej klasy, tomik wierszy księdza Jana Twardowskiego, wypracowanie na 2 z polskiego (na temat Wisławy Szymborskiej), kupkę innych wypracowań na różne oceny (przeważnie tróje. to smutne), dużo, och, dużo matur z WOSu i historii, testy historyczne, notatki z kursów, mnóstwo twórczości własnej i twórczości Adamusa (niedługo przepiszę i zamieszczę. :) ) oraz w pytę innego barachła; materiałów z francuskiego, sprawdzianów, wykazów ocen, paragonów, dowodów wpłaty itp.

Ponadto - porządki napotkały na swojej wojennej ścieżce jakąś teczkę ze zdjęciami z okresu całej mojej kariery- od przedszkola do liceum. Doszedłem do wniosku, po pobieżnym przeglądzie, że przez większość swojego istnienia wyglądałem jak półdupek zza krzaka.

Pozytywnie nastrojony tym faktem otworzyłem swoje szafy i szuflady z ubraniami. Po kilku żmudnych godzinach mojego taplania się w odzieży, wspomniane pojemniki wypróżniły się znacznie (teraz widać w nich nawet tylną ścianę, której nigdy dotąd nie widziałem), a PCK otrzymał kilka toreb podróżnych używanej odzieży do dyspozycji.

[ja pierdzielę, ale deszczy!!!]

Następnym krokiem było popakowanie zbędnego spamu papierowego (wyżej wspomniane kartkówki z chemii, materiały z francuskiego itp.) do worków na śmieci, a starych zeszytów i innego zbędnego barachła, które stało na regale i skrupulatnie zbierało kurz i roztocza, do kartonów, które powędrowały do zagrzybiałej piwnicy. W piwnicy jednak, zanim można było to wszystko tam umieścić, również trzeba było posprzątać. Tak więc - resztki glazury, jakieś panele ścienne, stary wieszak, wózek dziecięcy (mój), wanienka, szafka z szufladami, deski, rower BMX, 4 komplety nart oraz opony zimowe sztuk osiem (4 do Poloneza, 4 do Focusa) zostały przemieszczone na nowe, adekwatniejsze niż środek pomieszczenia miejsca, zaś tumany kurzu, pyłu, prątki, bakterie, wirusy oraz reminiscencje azbestu trafiły wprost do moich płuc i oskrzeli, wygrywając nieuczciwą walkę z nabłonkiem migawkowym moich nierównych komór nosowych.

Refleksja była taka: nieważne jak bardzo byś się starał, i tak całe Twoje życie prędzej czy później da się zapakować w parę Janów Niezbędnych i wynieść na śmietnik na podwórku (odpady surowcowe lub komunalne).

Pozdrawiam optymistycznie,
Krzysztof.

2 komentarze:

lady aldonna pisze...

przeżyłam już ten ból Krzysztofie, zatem łączę się z Tobą, tego... w sprzątaniu.

ps. mam wszystkie numery czadka i zostawiam je na pamiątkę :)

Krzysztof pisze...

No ja właśnie też mam wszystkie i też je zostawiłem. :P Nawet nie poszły do piwniczki!