wtorek, 11 września 2007

Żywot

Od dawna już tutaj martwica, bo klasa maturalna spóźnionym atakiem zmasowanym objęła humanistyczne nerwy kleszczami stresu i bojaźni edukacyjno-przyszłościowej. My, którzy dopiero co zasmakowaliśmy dojrzałości prawnej, teraz podejmować musimy decyzje, które całe życie nasze przyszłe mogą powieść ku światłu, albo ku gównianej ciemności, smrodem i sraką bezrobocia i nędzy trącącej. I jak tu spokojnie spać, jak tu oddychać piersią pełną, jak tu śmiać się i cieszyć ostatnimi dniami licealnej egzystencji... Miodem przestało i mlekiem płynąć nam życie, jeno prozaku i melisy posmak gorzkawy w zapadniętej gębie poniewiera się, głosem wielkim wołając o pastę do zębów. Widmo podmościa i widmo sklepu mięsnego, zza którego lady student niedoszły z uśmiechem szarym polędwicę wydaje kobietom w wieku średnim i zaawansowanym nęka umysły uczniowskie i pod powieki hałdy piasku wsypuje, włosie na głowie mierzwi i treść pokarmową z jelit wysysa, jak tasiemiec bezbożny, pozostawiając pustą skorupę, wymiętą, niechlujną i cuchnącą. Nędzny i biedny, zaprawdę, obraz maturzysty przedstawia się na korytarzach szkoły, którą, wśród radosnych i beztroskich uczniów młodziej urodzonych, sunie milczące i posępne stworzenie, półdrepcząc na łapach czterech, półpełzając, ciągnąc po klepką wyłożonej podłodze smętne resztki swej koszuli flanelowej i pulowru z dzianiny, babciną ręką drżącą dzierganego. O, Edukacjo! To Tyś przyczyną mąk i cierpień narodu uczniowskiego! Twoją to macką zagarnięci walczą desperacko choćby o haust świeżego powietrza, Ty też przyginasz ich kręgosłupy młodociane, kurzem woluminów niezliczonych płuca wypełniasz, przystosowujesz szkła quasi-butelczane na ich oczy półprzymknięte znużeniem ponadczłowieczym! Ty też jednak potrafisz wynieść w nagrodę za trud ponad tłum bezwiedny, ażeby zasmakować mogli sławy i pieniędzy, potraw wykwintnych, napitków bezcierpkich i kobiet jaśminem wonnych. Okrutna i sroga Matko sprawiedliwa! Do Ciebie modlitwę niesie lud jęczący: Oby nam czerepy z karków nie zleciały, i oby reform nowych pieszczotą już nas MEN nie błogosławił!
Amen.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Pycias - nic dodać, nic ująć. Doskonale żeś to ujął. Ale, kurwa, damy radę.

A jeśli nie damy -> http://tiny.pl/1hw7

Pasqui pisze...

Te frustracje-znam je. Pięknie skrobnięte. Mówię Ci, że żadnym prawnikiem nie będziesz, ino dziennikarzem tudzież pisarzem. I kropka.

Anonimowy pisze...

szacun ;)